Dieta to nie tylko odchudzanie

Nadeszła jesień. Jesteśmy po letnich grzeszkach. Czy pora roku ma znaczenie w sposobie odżywiania?

Jeżeli rozważamy pojęcie prawidłowej, tzw. „zdrowej” diety osoby dorosłej, to pory roku nie zmieniają zasad jej bilansowania. Prawidłowa dieta umożliwia utrzymanie właściwego dla danego wieku składu ciała i szczupłej sylwetki. Niezależnie od pory roku powinniśmy dostarczyć ilość energii, która odpowiada zapotrzebowaniu naszego organizmu. Ta ilość energii, to inaczej całkowita przemiana materii i stanowi sumę wszystkich wydatków energetycznych organizmu. Upraszając nieco, na te wydatki składa się podstawowa przemiana energii oraz wszystkie wydatki na aktywność fizyczną. Warto podkreślić, że aktywność fizyczna to także wykonywane przez nas czynności w domu i w pracy, a nie tylko ćwiczenia gimnastyczne czy uprawiana regularnie dyscyplina sportu. Ponieważ aktywność fizyczna wielu osób zmienia się w zależności od pory roku, a dokładnie zmniejsza się w okresie jesienno-zimowym, to z tego powodu dieta może wymagać ponownego zbilansowania. Jednak pory roku nie powinny wpływać na drugi składnik całkowitej przemiany materii, czyli podstawową przemianę materii. Jest to wydatek energetyczny naszego organizmu na podstawowe funkcje życiowe.

Czy ilość energii wydatkowana na podstawową przemianę materii zmienia się w trakcie naszego życia?

Zmniejsza się z wiekiem, niemniej powinna być porównywalna w danym roku. Gdy wyliczymy naszą podstawową, a następnie całkowitą przemianę materii, to należy podzielić tą energię tak, aby była dostarczana regularnie do organizmu, najlepiej w 5 posiłkach.

Każdy posiłek powinien być zbilansowany pod względem ilości białek, tłuszczów i węglowodanów. Należy także uwzględniać witaminy i sole mineralne. Pewne różnice w jadłospisie związane z porami roku będą dotyczyły produktów, ponieważ w okresie letnim i jesiennym dostępne są sezonowe owoce i warzywa. Niemniej należy wliczać je do posiłków i planować nasz jadłospis tak, aby był zbilansowany pod względem makroskładników, czyli białka, tłuszczów i węglowodanów, a także ilości dostarczanej energii.

Pięć posiłków dziennie… Kiedy przed weselem syna się z Tobą odchudzałam (osiem kilo w dół i trwa!), jedzenie pięć razy dziennie to było wyzwanie. Dwa, trzy razy dziennie nie wystarczy?

Jedzenie niewystraczającej ilości posiłków nie jest zgodne z zapotrzebowaniem energetycznym naszego organizmu. Codziennie w organizmie powstaje trzysta milionów nowych komórek, a proces ten wymaga dowozu energii, czyli paliwa i substancji budulcowych. Substancje te przyswajamy z posiłków w odpowiednim cyklu trawiennym. Mniejsza ilość posiłków oznacza przede wszystkim zwiększenie odstępów pomiędzy nimi, ale także problemy z dostarczeniem wymaganej ilości energii, makroskładników oraz witamin i soli mineralnych. Zbyt długie przerwy pomiędzy posiłkami organizm odbiera jako „głodzenie”, więc będzie spowalniał metabolizm, aby przetrwać przerwy, nie będą prawidłowo zachodziły procesy regeneracji, powstaną niedobory substancji mineralnych i witamin, gorzej będzie funkcjonował układ immunologiczny i hormonalny. Dodatkowo, jeżeli posiłki będą miały zmienną kaloryczność, to każdą nadwyżkę organizm będzie odkładał „na zapas”. Ostatecznie może nawet dojść do rozwoju zaburzeń metabolicznych, a w konsekwencji, niektórych chorób cywilizacyjnych.

Podobne mechanizmy powstają przy stosowaniu restrykcyjnych diet redukcyjnych. Początkowo następuje utrata masy ciała, ale potem proces spowalnia i masa ciała zmienia się nieznacznie. Gdy dana osoba wraca do wcześniejszego jadłospisu, jest efekt jojo. Zbyt rzadko spożywane posiłki mogą także doprowadzić do uczucia zmęczenia, bólów głowy, trudności skupienia uwagi oraz gorszej motywacji do działania, a czasami do rozwoju niekorzystnych nawyków, jak napadowe objadanie, czy nawet zaburzeń odżywiania.

Co mają zrobić osoby, które chcą się zdrowo odżywiać, ale pięć posiłków przekracza ich możliwości?

W wielu przypadkach bardzo korzystna będzie dłuższa współpraca z dietetykiem, który wspiera zmianę nawyków żywieniowych. Warto zauważyć, że wizyty u dietetyka mają na celu nie tylko ułożenie jadłospisu, ale analizę nawyków żywieniowych, a potem motywowanie do zmian na nawyki korzystne dla danej osoby. Co więcej, dieta może mieć różne cele, nie tylko odchudzanie. Przygotowanie odpowiedniej diety stosowane jest także w wielu chorobach przewlekłych, aby wspierać ich leczenie i ograniczać objawy.

W swojej praktyce dietetyka klinicznego obserwuję, że w przeciągu 2. pierwszych miesięcy ponad 70% osób zmienia swoje nawyki. Początkowo pomagają na przykład aplikacje przypominające o posiłkach i piciu wody pomiędzy. Uregulowanie rytmu posiłków powoduje, że zaczynamy czuć głód o wyznaczonych porach i potem jest łatwiej regularnie zjadać posiłki. W takiej przemianie pomaga także fakt, że mamy gotowe, ugotowane wcześniej posiłki, na przykład catering z mojej kuchni Centrum EGO. Niektóre osoby wymagają więcej motywacji i dłuższej współpracy. Wtedy spotykamy się częściej nawet przez pół roku.

Co sądzisz o głodówkach leczniczych. Są one propagowane jako diety oczyszczające, detoksykacyjne. Zdarza się także znaleźć opinie, że głodówka wspomaga leczenie chorób nowotworowych, ponieważ „raka należy zagłodzić”.

Przede wszystkim głodowanie jest sprzeczne z fizjologią człowieka i stanowi zaprzeczenie prawidłowej diety. Jeżeli nie jemy kilkanaście godzin, to w organizmie uruchamiane są różne mechanizmy obronne i dochodzi do spowolnienia metabolizmu, a po kilku dniach także do postępującej utraty tkanki mięśniowej, a jedynie w niewielkim stopniu tkanki tłuszczowej. Wielokrotnie powtarzane głodówki mogą spowodować powstanie różnych chorób wynikających z niedoboru składników pokarmowych, jak niedokrwistość czy nadmiaru produktów rozpadu białek, jak dna moczanowa, zaburzeń działania układu hormonalnego i immunologicznego. Głodówki nie są stosowane jako regularne, konwencjonalne metody lecznicze. Obecnie najczęściej tzw. głodówki, to bardzo restrykcyjne diety eliminacyjne, które dostarczają niewielkich ilości energii. Stosuje się tylko wybrane produkty, co prowadzi do niedożywienia ilościowego i jakościowego, czasami podawane są dodatkowo określone suplementy, środki przeczyszczające lub wykonywane są lewatywy. Takie postępowanie także może doprowadzić do niedożywienia, utraty masy mięśniowej, ale także zaburzeń wodno-elektrolitowych, niedoborów witamin i składników mineralnych. Głodówka nie jest stosowana także w leczeniu chorób nowotworowych. Najnowsze rekomendacje Europejskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego i Dojelitowego (ESPEN) wskazują, że u chorych na choroby nowotworowe należy stosować dietę zbilansowaną, biorąc pod uwagę zwiększone wydatki energetyczne związane z leczeniem, na przykład planowaną lub przebytą operacją, urazem, podwyższoną temperaturą ciała, a także zwiększone wydatki energetyczne powstające w przebiegu choroby, co jest charakterystyczne w chorobie nowotworowej.

Na koniec chciałabym dodać, że to prawidłowa dieta jest podstawą profilaktyki chorób cywilizacyjnych oraz nowotworowych. Posiłki powinny być podawane regularnie, co 3 lub 3,5 godziny w ciągu dnia. Należy zadbać o zbilansowanie każdego posiłku pod względem makroskładników, zastanowić się także nad różnorodnością i jakością stosowanych produktów, a także strawnością zawartych w nich składników. Należy unikać produktów wysokoprzetworzonych i zawierających konserwanty. Ważne także, aby pić odpowiednie ilości płynów, a przede wszystkim wody mineralnej w ilości około 30 ml/kg należnej masy ciała.

Jaka jest Twoja opinia o diecie ketogenicznej?

Bardzo niepokoi mnie obecna moda na stosowanie takiej diety. Może to wywołać szereg objawów niepożądanych, na przykład zaparcia, biegunki, bóle brzucha, utratę apetytu, wymioty, zwiększone pragnienie, uczucie zmęczenia i senności. Prowadzenie takiej diety może także spowodować rozwój dny moczanowej i kamicy nerkowej.

Dieta ketogeniczna to dieta bogatotłuszczowa i ubogowęglowodanowa, w której nawet 80% stanowi tłuszcz, a pozostałą część białka oraz węglowodany. Na skutek ograniczenia węglowodanów dochodzi do ketozy, a głównym produktem energetycznym dla organizmu są, zamiast glukozy, ketony. Dieta powinna być właściwie zaplanowana, bo jest to dieta długotrwała i przeprowadzana pod kontrolą dietetyka lub lekarza, nigdy samodzielnie. Ponieważ jest to bardzo restrykcyjna dieta eliminacyjna, wymaga suplementacji witamin, składników mineralnych oraz błonnika. Dieta ta jest stosowana z powodzeniem u dzieci z padaczką lekooporną, ponieważ zmniejsza ilość napadów padaczkowych, w leczeniu niektórych wrodzonych wad metabolicznych, a także jako dieta redukcyjna u wybranych pacjentów.

A co z glutenem?

Gluten to białko występujące w ziarnach niektórych zbóż: pszenicy, orkiszu, żyta, jęczmienia. Bezpodstawne eliminowanie zbóż zawierających gluten jest błędem i może skutkować niedoborem ważnych dla zdrowia mikro i makroelementów, w tym błonnika pokarmowego, folianów, żelaza, niacyny, ryboflawiny i tiaminy. Nikomu, także osobom mogącym spożywać gluten, nie polecam produktów z pszenicy białej, modyfikowanej genetycznie i pozbawionej błonnika. Produkowane w Polsce jęczmienie, żyta, owsy i orkisze są fantastyczne, dlatego powinniśmy je spożywać. Jeśli ktoś ogranicza produkty odzwierzęce, to właśnie powinien jeść zboża. Tylko proszę nie kupować produktów w saszetkach, bo jest to produkt pozbawiony błonnika. Warto także zauważyć, że produkty bez glutenu są droższe od zawierających gluten.

Wskazania do diety bezglutenowej dotyczą określonych chorób, czyli celiakii (choroby trzewnej), choroby Duhringa (rzekomoopryszczkowego zapalenia skóry), uczulenie na pszenicę oraz nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten. Przy podejrzeniu chorób wymagających eliminacji glutenu należy zrobić testy na przeciwciała przeciw transglutaminazie tkankowej w klasie IgG i IgA, gliadynie w klasie IgG i IgA oraz endomyzjum w klasie IgG i IgA.

Mówiłaś kiedyś, że kasze, ryż i ziemniaki należy gotować na kilka godzin przed zjedzeniem, najlepiej osiem. Dlaczego?

Warto wcześniej gotować wymienione produkty, a następnie schładzać, aby część zawartej w nich skrobi zamieniła się w skrobię oporną, czyli błonnik pokarmowy. Dzięki temu ugotowane produkty mają niższy indeks glikemiczny, czyli kaloryczność spada o około 30%, a jednocześnie witaminy i składniki mineralne są zachowane. To jest bardzo korzystne przy leczeniu insulinooporności i w dietach redukcyjnych. Warto także wrócić do metody gotowania kaszy stosowanych przez nasze babcie: zawinąć garnek z kaszą w kołdrę, niech kasza wchłonie wodę i dochodzi do następnego dnia. Późniejsze podgrzewanie produktów już nie zmienia ilości skrobi opornej.

Kuracje oczyszczające owocowo-warzywne, na przykład miesięczne, czasem dłuższe: rzeczywiście to samo zdrowie?

Stosowane są różne kuracje owocowo-warzywne. Mogą dostarczać odpowiedniej ilości energii, czyli zgodnej z całkowitą przemianą materii danej osoby lub zbyt małej ilości energii. Dieta sokowo-warzywna to przede wszystkim dieta eliminacyjna, która nie dostarcza wymaganych makroskładników. Owoce zawierają przede wszystkim węglowodany proste, a warzywa także skrobię. Stosując dietę sokowo-warzywną nie dostarczamy białka oraz odpowiednich tłuszczów i witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, czyli A, D, E, K. Wypity przez nas sok stanowi zatem „bombę cukrową”, której spożycie doprowadzi do znacznego wyrzutu insuliny, co jest bardzo niekorzystne i można porównać do jedzenia słodyczy czy innych produktów zawierających cukry proste. Jeżeli dieta owocowo-warzywna dodatkowo nie dostarcza wystarczającej ilość energii, wówczas powstają podobne mechanizmy obronne, jak przy głodzeniu, a spadek masy ciała zależy głównie od utraty masy mięśniowej. Dodatkowo soki są pozbawiane całości lub znacznej części błonnika, którego brak niekorzystnie wpływa na perystaltykę jelit i procesy trawienia.

W prawidłowej, tak zwanej zdrowej diecie jako źródło energii powinny być stosowane produkty zawierające węglowodany złożone, na przykład kasze, makarony pełnoziarniste, brązowy ryż, pieczywo żytnie, rośliny strączkowe. Tylko 10% energii powinno pochodzić z cukrów prostych, na przykład zawartych w owocach. Nie zalecam także zamieniania owoców i warzyw na soki. Owoce powinny być spożywane w całości, razem z elementami zawierającymi błonnik, który jest odrzucany przy produkcji soku. Wypicie jednej szklanki soku jest bardzo łatwe. Nie zjedlibyśmy z taką łatwością 1 kg buraków, marchwi czy 0,5 kg jabłek, a zwykle taka ilość produktu jest niezbędna do przygotowania szklanki soku.

Nadwaga i otyłość związane są z różnymi chorobami.

Jest to wielokrotnie powtarzane stwierdzenie, które dotyczy także moich pacjentów. Szacuje się, że otyłość dotyczy już blisko 20% Polaków. Osoby otyłe znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka rozwoju chorób kardiologicznych oraz cukrzycy typu 2. Zmniejszenie nadwagi i leczenie otyłości zapobiega rozwojowi tych chorób, a także wspomaga leczenie. Bardzo często decyzja dotycząca odchudzania podejmowana jest przez pacjenta dopiero wtedy, gdy rozwinęły się już objawy chorób, na przykład cukrzyca typu 2, nadciśnienie tętnicze, choroba niedokrwienna serca, choroba zwyrodnieniowa stawów, zaburzenia metabolizmu lipidów. Pacjenci przychodzą na wizytę myśląc w szerszych, zdrowotnych kategoriach, a dodatkowo, aby się odchudzić. Zmniejszenie masy ciała pomaga w leczeniu wielu chorób, powoduje ograniczenie lub ustąpienie objawów, umożliwia zmniejszenie dawek leków. Zwykle takie efekty stanowią dla pacjenta motywację do dalszego odchudzania.

W Centrum Medycznym EGO stworzyłam i prowadzę autorski program „Skuteczne Odchudzanie”. Program ten przeznaczony jest dla osób, które chcą zdrowo schudnąć i utrzymać ten efekt przez wiele lat. Dzieje się tak, ponieważ program oparty jest na naukowych podstawach. Trwa dwa miesiące. Celem mojego programu jest przywrócenie prawidłowego składu ciała pacjenta, czyli spalenie tkanki tłuszczowej i odbudowa tkanki mięśniowej. Prawidłowy skład ciała warunkuje bowiem prawidłowe funkcjonowanie organizmu.

Jak wygląda program?

Program jest indywidualnie dostosowany do problemów zdrowotnych konkretnej osoby, jej płci, wieku, aktywności fizycznej. Regularne spotkania z dietetykiem lub Trenerem Żywienia® w trakcie trwania programu służą edukacji pacjenta. Współpracując z pacjentem, dążymy do zmiany niekorzystnych nawyków żywieniowych oraz edukujemy w zakresie zdrowego odżywiania i prawidłowej aktywności fizycznej. Jest to postępowanie kompleksowe, a badania naukowe potwierdziły skuteczność tego programu po dwóch miesiącach i trzech latach.

Zmniejszenie masy ciała nie zawsze jest najważniejsze. Tkanka mięśniowa jest objętościowo mniejsza niż tkanka tłuszczowa. Jeżeli mamy więcej tkanki mięśniowej, niż tłuszczowej, to będziemy wyglądać smuklej przy takiej samej masie ciała. Bardzo motywujące dla pacjenta są pomiary obwodów, na przykład talii, brzucha, uda czy bicepsa – zmniejszają się w sposób zauważalny także wtedy, gdy masa ciała zmniejsza się nieznacznie.

Czy to prawda, że można być otyłym i mieć prawidłową masę ciała?

Tak, opisano zespół metabolicznej otyłości u osób, które mają prawidłową masę ciała. U osób tych występują zaburzenia metaboliczne, takie jakie występują u ludzi z otyłością brzuszną, czyli insulinooporność, hipertriglicerydemia i wyższe niż u zdrowych osób ciśnienie tętnicze. Ustalono, że osoby te mają nieprawidłowy skład ciała: zbyt małą ilość tkanki mięśniowej i nadmierną ilość tkanki tłuszczowej, głównie trzewnej. Są to osoby, które ograniczają posiłki, aby nie przytyć, a jednocześnie maja niewielką aktywność fizyczną. Stosunkowo często problem dotyczy nastolatków i młodych dorosłych. Osoby te pilnują, aby nie przytyć, więc zjadają mniejszą liczbę posiłków. Dodatkowo zamieniają zdrowe, zbilansowane posiłki na produkty bogate w węglowodany proste i tłuszcze nasycone, na przykład drożdżówka na śniadanie, zdrowy obiad, batonik na deser, a wieczorem brak kolacji. Po analizie jadłospisu stwierdzamy, że spożywają mniej energii niż ich podstawowa przemiana materii. Dlatego uruchamiane są takie mechanizmy obronne, jak przy głodowaniu, o czym opowiadałam wcześniej: metabolizm spowalnia, a organizm musi zużywać własne mięśnie do procesów metabolicznych. Gdy spożywane są posiłki o większej kaloryczności, na przykład słodycze, to organizm produkuje zapasową tkankę tłuszczową. W ten sposób zaburzają się coraz bardziej proporcje tkanki mięśniowej do tłuszczowej, jak u osoby otyłej, chociaż masa ciała jest nadal prawidłowa. Dochodzi do zaburzeń układu hormonalnego, powstają zaburzenia metabolizmu węglowodanów i lipidów, a w przyszłości, cukrzyca typu 2 i nadciśnienie tętnicze.

W jakich chorobach stosowane jest leczenie dietą?

Istnieje wiele chorób i problemów zdrowotnych, przy których dietoterapia jest istotnym wsparciem dla leczenia farmakologicznego czy chirurgicznego. Dobrze dobrana dieta może ograniczać rozwój choroby, zmniejszać objawy, a dzięki temu umożliwiać lepszą jakość życia, a często zmniejszenie dawek leków. Pracuję jako dietetyk kliniczny i zajmuję się dietoterapią pacjentów z bardzo różnymi chorobami, na przykład z chorobami układu krążenia, najczęściej nadciśnieniem tętniczym i chorobą wieńcową, cukrzycą typu 2 i insulinoopornością, niedoczynnością tarczycy, także w przebiegu choroby Hashimoto, z dną moczanową, chorobą jelita drażliwego i SIBO (zespół rozrostu bakteryjnego w jelicie cienkim), prowadzę leczenie dietetyczne w przebiegu chorób nowotworowych, jak również w niepłodności.

Napisałaś trzy książki: „Dieta garstkowa”, „9 i pół tygodnia, czyli Skuteczne Odchudzanie z Dietą Garstkową” oraz „Jedzenie to leczenie – czyli prosty przepis na zdrowie i szczupłą sylwetkę”. Czy można je kupić?

Nakład się niestety wyczerpał, ale można wypożyczyć w niektórych bibliotekach medycznych. Dostępna jest obecnie inna pozycja: praca zbiorowa dotycząca postępowania dietetycznego w chorobach nowotworowych, wydana w formie podręcznika dla lekarzy przez wydawnictwo PZWL. Napisałam tam dwa rozdziały: fakty i mity dotyczące żywienia w chorobach nowotworowych oraz profilaktyka i dietoterapia w raku tarczycy.

dr n. med. Anna Lewitt
dietetyk, Trener żywienia®, dietetyk kliniczny

Specjalizuje się w profilaktyce i leczeniu chorób przewlekłych niezakaźnych, przede wszystkim chorób cywilizacyjnych – dietozależnych: cukrzycy, choroby wieńcowej, nadciśnienia tętniczego, nowotworów oraz nadwagi i otyłości.
Prowadzi także konsultacje dietetyczne dla sportowców.

Jest doktorem nauk medycznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i założycielką Centrum Medycznego Treningu Osobistego i Dietetyki EGO. 

Centrum Medyczne Treningu Osobistego i Dietetyki – EGO
dr n. med. Anna Lewitt
Al. W. Witosa 31 lok 222
00-710 Warszawa
C. H. Panorama II piętro
tel. +48 604 644 977
www.centrumego.pl

Depresja

Światowy Dzień Walki z Depresją

Po pierwsze: fatalna nazwa tego dnia, ale o tym dalej.
O depresji powiedziano wiele. Mimo to nadal krąży mnóstwo fałszywych przekonań. W punktach podam podstawy:

Podejście naukowe:

1. Depresja jest chorobą, którą się leczy. To NIE jest zaburzenie nastroju, bo facet miał się odezwać o 15.00., minęły dwie minuty, a on nic!

Aby leczyć, potrzebna jest trafna diagnoza. Za moich klinicznych czasów diagnostami byli psychologowie kliniczni. Psychiatrzy ustawiali farmakoterapię. Teraz psychologowie na studiach nie mają zajęć w placówkach klinicznych, nie mają praktyk, na staż trudno się dostać. W czasie wizyty u psychiatry to on diagnozuje. Warto iść do takiego lekarza, który ma skończoną także szkołę terapii. Leczenie depresji polega na psychoterapii, farmakoterapii albo obu naraz.

2. Depresja może prowadzić do próby samobójczej. I NIE! To NIE prawda, że ten, kto mówi, że się zabije, nigdy tego nie zrobi. TO MIT! Wielu cierpiących ludzi szuka ratunku, wysyłając sygnały otoczeniu. Zdarza się, że ktoś podejmie nagłą decyzję i jeśli nikt i nic mu nie przeszkodzi, to robi to. Jeśli zdarzy się niespodziewany telefon czy dzwonek do drzwi, niedoszły samobójca pomysł zarzuca i często nie podejmuje drugiej próby. Niestety bywa, że niektórzy próbują do skutku.

3. Podstawą jest diagnostyka i trafne dobranie leczenia, co nie zawsze od razu się udaje. Ale! Zanim zaczniesz przyjmować leki, najpierw sprawdź kilka rzeczy w swojej krwi. Zacznij od poziomu hormonów. Taka tarczyca potrafi nieźle narozrabiać. Nadmiar prolaktyny czy brak równowagi estrogenowo-progesteronowej także daje w kość. Przy zaburzeniach nastroju oraz złym samopoczuciu psychicznym i fizycznym, warto zbadać poziom hormonów przysadkowych. Zaburzona praca nadnerczy także ma wpływ na ogólne samopoczucie.

Warto sprawdzić poziom witamin: D3 i wszystkich z grupy B, zwłaszcza B1 (tiamina), B3 (niacyna lub inaczej: witamina PP), B5 (kwas pantoneowy), B9 (kwas foliowy), B12. Ich niedobory źle działają na układ nerwowy i samopoczucie. WAŻNE! Dowiedziałam się od dr Anny Lewit, dietetyk klinicznej, że jeżeli masz poziom przy dolnej granicy normy, to znaczy, że jest we krwi, ale nie dociera do komórek i konieczna jest dobra suplementacja!

Kolejny aspekt: kiedy brałam udział w studium dotyczącym Post Traumatic Stress Disorder (zespół stresu pourazowego) na Uniwersytecie Warszawskim, jeden z wykładowców, niemiecki profesor (pracujący także z osobami z zaburzeniami osobowości), opowiedział o swoim odkryciu: otóż wielu pacjentów leczonych na depresję ma niezdiagnozowany zespół stresu pourazowego (prosty – w wyniku jednego zdarzenia, lub złożony – może występować np. u ofiar przemocy domowej).

Zwrócę uwagę na jeszcze jedną rzecz: używki. Spożywane zbyt często w nadmiernych ilościach mogą prowadzić do stanów depresyjnych, a nawet psychozy. Przy czym „zbyt często” i „nadmierne ilości” dla każdego są inne. Niewinna trawa nie jest niewinna, zwłaszcza w rękach młodych ludzi. Systematycznie palona prowadzi do otępienia, spadku życiowej motywacji i zaburzeń nastroju, a to może skutkować próbą samobójczą. Największe niebezpieczeństwo tkwi w tym, że nie da się oszacować, co na kogo i w jakich ilościach wpłynie tak, że będzie to droga bez powrotu.

4. Depresja ma różne objawy i różne ich nasilenie.

Objawy psychologiczne to lęk, długotrwale utrzymujący się zły nastrój, zniechęcenie, brak poczucia sensu, utrata zainteresowań, brak radości i cieszenia się czymkolwiek, osłabienie koncentracji, niska samoocena, brak wiary w siebie, brak widzenia perspektyw na przyszłość, poczucie winy, myśli samobójcze (czasem zrealizowane).

Objawy somatyczne to bóle w różnych częściach ciała, kłopoty trawienne, zaburzony apetyt (nadmierny lub zbyt skąpy), zmiana wagi w krótkim czasie nie spowodowana celowym odchudzaniem się, zaburzenia snu (bezsenność lub nadmierna senność), spadek libido, u kobiet zaburzenie miesiączkowania.

5. Istnieją różne rodzaje depresji:

* endogenna (nazywana wrodzoną. Źle funkcjonuje układ nerwowy, dlatego nawraca, więc pacjenci są większość życia na lekach),

* reaktywna (jako odpowiedź na trudne doświadczenie),

* poporodowa (zmiany hormonalne po porodzie),

* lękowa (tzw. agitowaną. Obciążona wysokim ryzykiem samobójstwa),

* nerwicowa (dystymia. Charakteryzuje się stałym obniżeniem nastroju, co często brane jest za cechę osobowości, a to przewlekła choroba),

* sezonowa (spowodowana brakiem światła słonecznego),

* w chorobie afektywnej dwubiegunowej (pojawia się w młodym wieku i trwa – z okresami remisji – przez całe życie),

* podeszłego wieku (spowodowana zaburzeniami w neuroprzekaźnictwie i wewnętrznym wydzielaniu. Seniorzy biorą leki do końca życia),

* depresja maskowana (na zewnątrz wszystko wygląda ok, człowiek daje radę prozie życia, chodzi do pracy, uśmiecha się, jednak w środku cierpi. Taka osoba obarczona jest ryzykiem podjęcia próby samobójczej nagłej – pisałam o tym wyżej. Jeśli próba okaże się skuteczna, otoczenie i rodzina się dziwi: przecież była wesoła, miała kochającą rodzinę, więc co się stało..?).

Samotność także sprzyja zaburzeniom nastroju. Człowiek jest stworzeniem stadnym i poza pewnymi zaburzeniami osobowości, kiedy nie ma całkowicie potrzeb socjalnych, w większym lub mniejszym stopniu, ale jednak, potrzebuje interakcji, więzi, bliskości, dotyku. Kobiety mają łatwiej: wcierają krem w twarz, balsamują swoje ciała, dotykają się. Statystyczny samobójca jest mężczyzną…

Bycie singlem to osobny, ciekawy temat. Niedługo o tym napiszę.

Podejście poza oficjalnym nurtem naukowym.

Za długo żyję i jestem zbyt dobrą obserwatorką, aby NIE wiedzieć, że istnieje dużo więcej poza oficjalnie uznaną wiedzą. Sceptycy i zwolennicy intelektu nie biorą pod uwagę, że nie wszystko wiedzą, nie we wszystkich badaniach zostały wysnute właściwe wnioski. To, czego nie widzą, nie znaczy, że nie istnieje.

Medycyna chińska w rękach fachowca działa cuda. Nadal jednak podstawą jest medycyna konwencjonalna.

Coraz powszechniej prowadzone są badania zupełnie innego typu niż do tej pory. Coraz głośniej mówi się o podejściach niekonwencjonalnych. Na przykład według totalnej biologii, depresja jest wynikiem terytorialnego konfliktu wewnętrznego z hormonalnym patem (jak w szachach: nie ma ruchu, partia nie rozegrana): mózg nie jest zdolny do walki, uciekać też nie chce, więc zastyga.

Zwolennicy metod pracy z energią rodu mają jeszcze inne podejście. Uważają, że wszystkich naszych przodków nosimy w sobie i jeśli coś się dzieje (wypadki, czarna owca w rodzie, depresja), to znaczy, że jakaś rodowa sprawa domaga się energetycznego uporządkowania.

A ja? Jestem psychologiem. Mocno stąpam po ziemi. Procesy intelektualne nie są mi obce. Ale tylu rzeczy doświadczyłam spoza świata fizycznego, że wiem na pewno: jest dużo więcej, niż sądzimy, i jest to o wiele prostsze, tylko na razie sami komplikujemy.

Na szczęście świat nauki się zmienia. Prowadzone są badania (przez „normalnych” naukowców za pomocą skomplikowanej aparatury) nad mocą intencji i grupowych działań medytacyjnych.
Od zawsze więcej czułam. Kiedyś, na imprezie andrzejkowej, „robiłam” za „Cyganka prawdę ci powie”. Nooo… Wszyscy, którzy skorzystali, byli zdziwieni… 
Moja szefowa od nieruchomości zapytała mnie, czy noga po złamaniu jest ok. Lekarz jej powiedział, że tak. A ja, że nie i ma iść natychmiast do innego specjalisty. Efekt: ponowna operacja i składanie nogi. Gdyby zaczęła używać jej takiej niezrośniętej, byłaby kaleką. 
Niedawno mojemu R. znalazłam buty, które zgubił. Na odległość. Powiedział, że gdyby nie doświadczył, że TO się stało, to by nie uwierzył 🙂 

 Dlaczego o tym piszę? Ponieważ ludzie są w stanie wierzyć w ogień piekielny i karzącego dziadka z brodą, a nie przyjmują faktu, że procesy energetyczne – bo tym jest to, co opisałam, a nie żadnymi czarami – po prostu zachodzą. Jest grawitacja, prąd, fale radiowe, WiFi. Wszystko jest nadajnikiem i odbiornikiem, człowiek też. 

Nie znam odpowiedzi na wiele pytań. Rozkminiam sens umierania ludzi o kryształowych sercach (mam pewne przemyślenia…). Uważam, że moc naszego umysłu i nasza energetyka jest niesamowita, tylko nie znamy jej potencjału. Przygnietliśmy intuicję mejnstrimowymi śmieciami. Dajemy się zastraszać (lęk jest mężem depresji). Przyswajamy to, co chcą manipulatorzy światem.

Masaru Emoto jako pierwszy już dawno temu zrobił eksperyment z wodą. Pokazał, co się dzieje z jej cząsteczkami pod wpływem działania emocji wspierających, a co się dzieje, kiedy wkroczą te destrukcyjne. My składamy się głównie z wody. Nasza Ziemia też. Pomyśl o tym. 
Różne aparatury pokazują, jak pod wpływem emocji zmieniają się reakcje w mózgu i procesy w ciele. Ba! Dowiedziono, że emocje mają wpływ na DNA, które jest nośnikiem informacji, ale równie ważna jest pamięć komórkowa.

Czyli magia jest w nas. Możemy się sami uzdrawiać. Tyle że często zbyt dużo energii by to pochłonęło, dlatego warto nabrać sił z zewnętrznym wsparciem właściwie dobranego leczenia.

Jak zapobiegać depresji:

* właściwa dieta zapobiegająca niedoborom;

* ruch! Bez ruchu nie ma życia. Jednym z elementów psychoterapii w depresji jest zachęcanie pacjentów do wysiłku fizycznego (oczywiście na ich miarę);

* życzliwość i wdzięczność jako styl życia. Oczywiście: nie dajemy się krzywdzić, bronimy się. Rezygnacja z postawy walki powoduje, że nasz mózg przestaje wyszukiwać sytuacje, w których trzeba walczyć. Dlatego też nazwa dzisiejszego dnia jest dla mnie po prostu zła. Z chorobą się nie walczy (bo najczęściej się przegra), tylko się ją leczy;

* wysypianie się i regularne odpoczywanie. Pracoholizm często jest oznaką ucieczki od bliskości i rodziny. I nie mówię o okresach wytężonej pracy, by pojechać na wakacje. Często osoby przedsiębiorcze tak się organizują: dwa miesiące wysiłek, dwa tygodnie wyjazd;

* otaczanie się wspierającymi ludźmi, odsunięcie tych, którzy podcinają skrzydła. Zobacz, kim się otaczasz, a zobaczysz, jaką energią wibrujesz. Nie masz wpływu na decyzje światowych potentatów (serio wierzysz, że Putin, UE i USA nie są dogadani? Hehe…). NIE karm się lękiem. Obawy o przyszłość miewa każdy, ale życie w poczuciu zagrożenia to prosta droga do różnorakich zaburzeń, psychicznych i somatycznych;

* przyjrzyj się swoim nawykom: czy na pewno Ci służą? Od jedzeniowych, po życiowe. Czym karmisz swój mózg?

* równowaga – dla każdego może być inna. Dla Ciebie dobra jest ta, która daje Ci poczucie spełnienia i dobrostanu.

Od jakiegoś czasu fascynuje mnie jedno z najstarszych, najprostszych, ale niełatwych sposobów opisywania człowieka i świata: energetyka Yin&Yang. Nieźle się w niej poruszam i cały czas poszerzam doświadczanie.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, możesz go udostępnić, a autorce postawić kawę klikając TU

Zapraszam na: @anna kossak autorka (Facebook) i @anna_kossak (Instagram) –niebawem w tematyce Yin&Yang zadzieje się coś więcej, tam znajdziesz informacje.

Więcej moich artykułów psychologicznych przeczytasz TU.

Napisałam dwie powieści obyczajowe z aspektami psychologii, opinie o pierwszej znajdziesz TU (nie tylko, to jeden z linków), o drugiej TU (ta zawiera elementy ezoteryczne).
Obie książki możesz zamówić u mnie.

Tantra – ki czort?

Spotkanie ciał i energii tu i teraz.

Co to jest tantra? Mnie kojarzyła się z seksem dla leniwych: nie chce im się ruszać, to sobie tak poleżą, dorabiając do tego egzotyczną filozofię hehe…

O, jakże się myliłam.

A że lubię poszerzać horyzonty, to kiedy przyszła do mnie możliwość sprawdzenia, o co chodzi – weszłam w to.

Tantra dla par.

Informacja o warsztacie spłynęła na Facebooku. Obejrzeliśmy wywiad z prowadzącymi, posłuchaliśmy, jak o tym mówią, poczuliśmy ich energię i zapadła decyzja: robimy. 

Ruch, dotyk, dźwięk, oddech.

To najprostsza i najtrafniejsza definicja tantry. Do tego dokładamy uważność tu i teraz i otwieramy się na doznania. W tangu zamiast o dotyku mówimy o objęciu. Reszta się zgadza. I warto pamiętać, że można dotykać nie tylko dłońmi. 

Dotyk z poziomu głowy, lędźwi, serca.

Na co dzień nie myślimy o tym, że możemy dotykać w różny sposób – siebie lub partnera/partnerkę. Dotyk – moim zdaniem to właśnie ten zmysł pozwala na poczucie szczęścia i zjednoczenia, ze sobą lub drugim człowiekiem. Ludzie dbają o samochód, jeżdżą na przeglądy, wykupują drogie ubezpieczenia, a kompletnie zaniedbują swój podstawowy pojazd, dzięki któremu mogą podróżować po świecie materii: ciało. Nie dbają o nie, nie doceniają jego możliwości i przydatności, a wręcz niezbędności w mistycznych doznaniach. Często zostają w dotyku na poziomie głowy. Czasem uruchamiają dotyk z poziomu lędźwi. A magia jest wtedy, kiedy umie się dotykać z poziomu serca.

Dotyk według żywiołów.

Rewelacyjne doświadczenie i poszerzenie świadomości. Ja akurat jestem bardzo wodna i powietrzna, ale uwielbiam elementy ziemi i ognia, oj tak… Mając świadomość, można urozmaicać swoje doznania. I emocje. To zdecydowanie wzbogaca zarówno jednostkę, jak i parę. Powiem więcej: nie mam wątpliwości, że podnosi wibracje całego świata.

Brak dotyku = brak szczęścia.