Co znajdziesz w tym wpisie:
* Wstęp;
* Opis imprezy: miejsce, sędziowie, moje ogólne wrażenia z poszczególnych dni.
* Ponieważ pojawiło mi się sporo pytań do różnych osób, oprócz moich rozkminek dostaniesz także merytoryczne informacje. Kiedy spróbowałam uzyskać odpowiedzi na szybko, usłyszałam: „Nie odpowiem ci tak byle jak. Jeśli chcesz, zrób to porządnie i przeprowadź ze mną wywiad”. No i mamy to! Rozmowa dotyczyła kwestii organizacyjnych, link do niej znajdziesz w dalszej części. Wisienka na torcie: moja epicka wtopa 🙂 Dostałam propozycję, żeby ją zamaskować, ale nie! Każdy może się pomylić, może mu się pokałapućkać, może zlepić dwa różne kawałki w jedną całość…
Ten wywiad to przede wszystkim kawał ważnej wiedzy, która ułatwia zrozumienie istoty zawodów. I wysiłku, jaki ponoszą organizatorzy oraz uczestnicy, a także zdrową tangową rywalizację. A tak! Udajemy, że jej nie ma, ale ona jest, także na milongach i głównie ta niezdrowa, tylko niektórzy wypierają, a inni o tym nie wiedzą. Zachęcam do posłuchania!
* Podsumowanie odbytych konsultacji i tajnej rozmowy, które – nie mam wątpliwości – są świetną podpowiedzią dla zawodników zarówno tych z doświadczeniem, jak i przyszłych: jak oceniają sędziowie, na co zwracają uwagę, co może obniżyć noty, dlaczego De Pista wygrała akurat TA para…
* Wezwanie do działania. I to jakie!
Wstęp
Moje tango jest socjalne. Takie wiesz, na milongach i maratonach, czasem festiwalach. Do niedawna nie wiedziałam, o co chodzi w Escenario i wydawało mi się, że mnie to nie interere, aż zobaczyłam świetne show w teatrze w wykonaniu prawdziwych escenariowych Maestros (dzięki temu, będąc w Buenos Aires, chętnie poszłam na kolację z przedstawieniem scenicznym i nie żałuję). Od tamtej pory lubię popatrzeć na dobrą choreografię, sprawne ciała i fajnie opowiedzianą historię.
Nigdy nie byłam na żadnych tangowych zawodach. Ba! Nie zamierzałam być. Bo po co? Wielu z tangueros zadaje sobie to pytanie i odpowiedź brzmi: po nic. Moja do niedawna też tak brzmiała. Dwa razy oglądałam relacje z Mundialu Buenos Aires i wydawało mi się, że wiem, na co patrzę.
Wydawało mi się.
Tego wydawania się nie zmieniło oglądanie na żywo warszawskich zawodów, tylko to, co zdarzyło się później. Konkretnie: wspomniane rozmowy, które odbyłam.
Relację zaczęłam tworzyć już w piątek, po pierwszym dniu. Miałam ambicję ją opublikować od razu w niedzielę, po finałach i ogłoszeniu oficjalnych zwycięzców. O ja naiwna… Przecież wiem, ile godzin to zajmuje (średnio: 16, a że nie da rady siedzieć ciurkiem, to wychodzi kilka dni), a za każdym razem jestem zdziwiona, że serio aż tyle..? Zwłaszcza że wszystkie moje treści produkuje moje serce, umysł i paluszki na klawiaturze, a nie AI. Tę czasem wykorzystuję do tworzenia grafik – na razie prostych, ale wszystko przede mną!
Edit: sama publikacja i okraszanie jej zdjęciami zajmuje kilka godzin, dlatego jeśli robię (a robię starannie) – to trwa.
Impreza
Po otrzymaniu akredytacji Ministerstwa Kultury Argentyny, Polski Związek Tanga Argentyńskiego zorganizował trzydniową imprezę, na której w części eliminacyjnej (do mundialu) i pucharowej (Polski) rywalizowało ze sobą 30 par. W części socjalnej można było uczestniczyć w milongach. Zatem od piątku 20 czerwca do niedzieli 22 czerwca 2025 Warszawa gościła uczestników eliminacji i zawodów, doświadczonych argentyńskich sędziów, DJ-ów, przedstawicielkę Ministerstwa Kultury Argentyny, Panią Ambasador Argentyny – Alicję Irene Falkowski (w dniu finałów), a także sympatyków startujących par i tangueros przybywających na milongi.
W oczekiwaniu na rozpoczęcie…
Foto: Tango Te Amo
Kategorie
Było ich pięć:
* Tango de Pista – oceniana za improwizację, connection, muzykalność i elementy tradycyjne,
* Tango Escenario – oceniana za choreografię, opowiedzianą historię, elementy sceniczne i grę aktorską,
* Vals – kategoria oceniana za interpretację muzyki granej na 3/4 i elementy charakterystyczne dla tej kategorii,
* Milonga – tu ocenie podlegał taniec w rytmie 4/4 z wykorzystaniem elementów tej kategorii,
* Solo Milonguero/Milonguera – uczestnicy i uczestniczki tańczyli z losowo przydzielonymi partnerami, ze zmianami podczas każdego utworu w tandzie, a oceniane było ogólne wrażenie współpracy i komunikacji, najważniejsze w tangu socjalnym.
W każdej kategorii zawodnicy tańczyli w rondzie, a tanda liczyła 3 utwory (oprócz Escenario – tu poszczególne pary tańczyły jeden utwór i cały parkiet należał do danej pary).
W parze to leader miał numer z tyłu na marynarce,
tylko w kategorii Milonguero partnerki dostały swoje
indywidualne numery.
O numerach, dlaczego akurat takie – usłyszysz w wywiadzie.
Foto: Tango Te Amo
W dwóch pierwszych kategoriach zwycięzcy otrzymali puchar III Pucharu Polski oraz akredytację na Mundial Buenos Aires 2025, w pozostałych kategoriach zwycięzcy zdobyli puchar III Pucharu Polski w Tangu Argentyńskim.
Wcale nie mroczny przedmiot pożądania…
W każdej kategorii trzy miejsca były nagradzane,
oprócz kategorii Solo Milonguero – puchar dostali
jedynie zwycięzcy, czyli najlepszy leader i follower.
Foto: Dorota Pisula
Wstęp dla publiczności był bezpłatny.
Miejsce
Całość odbywała się na ul. Poligonowej 32 (warszawska Praga Południe, konkretnie Gocław) w dobrze znanym miejscu z organizacji innych eventów (drzewiej, przed pandemią, to był maraton El Fuego, teraz maraton De mil Amores), w przestronnej sali z dobrym parkietem i nagłośnieniem.
Sędziowie, komisja, konferansjerzy
Przewodniczącym składu sędziowskiego był Fernando Galera, tancerz i nauczyciel tanga od początku lat 90. ubiegłego wieku, organizator m.in. Festival Tango Salón Extremo w Buenos Aires. Ponadto w Jury zasiadali: Pamela Colaneri (partnerka Fernando), Fatima Vitale (Buenos Aires Tango Champion 2012 i drugie miejsce w Tango World Championship 2012) oraz Roberto Reis (maestro z 35.letnim dorobkiem).
Jeden z sędziów nie oceniał jednej z par i w rubryczce figurowało okrąglutkie zero. Dzieje się tak wtedy, kiedy zawodnicy w nieodległym czasie byli uczniami sędziego lub mają z nim powiązania prywatno-towarzyskie.
Nad całością czuwała Daniela Flavia del Casale, supervisor Mundialu BA 2025, zaś za dobór muzyki dla zawodników odpowiadał Daniel Vilarino (jak jest dobierana przy tego typu okazjach – o tym posłuchasz w wywiadzie).
Od lewej: Adrian Otocki – prezes PZTA, Fatima Vitale,
Alicja Irene Falkowski – Ambasador Argentyny, Daniela Flavia del Casale,
Fernando Galera, Roberto Reis.
Foto: Dorota Pisula
Wyniki obliczała komisja skrutacyjna w postaci dwóch Joann: Góreckiej z Polskiego Związku Tanga Argentyńskiego i Balowskiej ze Stowarzyszenia La Mirada (które to stowarzyszenie jest członkiem Polskiego Związku Tanga Argentyńskiego). Aby policzyć piątkową punktację, kiedy wszystkie pary były w komplecie i prawie wszystkie startowały w prawie wszystkich kategoriach (oprócz Escenario – tu były tylko 4 pary) – dziewczyny miały co robić.
Niestety, nie mam zdjęcia komisji skrutacyjnej, a szkoda,
bo była wizualnie atrakcyjna!
Edit: dzięki niezastąpionej Dorotce mamy zdjęcie!
Od lewej: Daniela Flavia del Casale, Joanna Górecka, Joanna Balowska.
Całość imprezy prowadzili: Michał Shevchenko (po polsku) – dyrektor zawodów (jednych i drugich) oraz Beata Maia Gellert (po angielsku i czasem po hiszpańsku) – jedna z najbardziej doświadczonych nauczycielek tanga (nie tylko w Polsce. To znaczy: także patrząc na dorobek innych europejskich nauczycieli oraz także patrząc na to, że uczy i występuje w wielu miejscach na świecie). Przyznam, że fajnie razem współpracowali. Mówione było tyle, ile trzeba, czyli nie za dużo, lekko i z humorem. Podziwiam ich za wymawianie niektórych nazwisk (Maia robiła to cudownie, te latynoskie wymawiała z takim uroczym argentyńskim seplenieniem).
Michał Shevchenko & Beata Maia Gellert.
Foto: Tango Te Amo
Zawodnicy
Przyjechali z różnych stron świata i Polacy byli w mniejszości. Zabrakło mi dostępnej listy z nazwiskami i krajami, które reprezentowali. Wiem, że była Kolumbia, Ukraina, Kazachstan, Węgry, Białoruś… Ważne: Kolumbijczycy reprezentowali Niemcy, Rodriguezy – Litwę, bo nie mogli startować w barwach swoich krajów (a dlaczego – o tym usłyszysz w wywiadzie). Z pewnością jakiś kraj (może niejeden) pominęłam. Widziałam, że byli dla siebie serdeczni, wspierali się, gratulowali sobie nawzajem. O tym, że na backstage’u tangowych zawodów panuje sympatyczna atmosfera, słyszałam już dawno. Teraz mogłam to zobaczyć.
Pary w oczekiwaniu tuż przed wejściem na parkiet.
Foto: Tango Te Amo
Kołczowie
Gracja Bryś Kołodziejczyk i Maciej Borowiec służyli wsparciem zawodnikom na zapleczu. Gracja jest znana z tego, że kiedy zasiada za dj-ską konsolą, parkiet płonie pod stopami, a gorące oddechy rozgrzanych ciał jeszcze ten pożar podsycają. Tu miała bardzo odpowiedzialną rolę: dyrygowanie rondą. To ona decydowała, kiedy po zakończeniu tandy i zrobieniu rundki wokół, zmęczeni zawodnicy mogą opuścić parkiet. Widziałam ten ich błagalny wzrok… I bezwzględny palec Gracji nakazujący dalszy marsz. Oraz ulgę, kiedy wreszcie dłoń wskazała zaplecze, czyli pozwoliła zejść…
Gracja na posterunku, Maciej przegląda listy,
wg których pary wychodziły w określonej kolejności.
Foto: Tango Te Amo
Zauważyłam bardzo ładny zwyczaj. Otóż przed rozpoczęciem tandy uczestnicy każdej rondy są po kolei wywoływani (to wtedy wyczytywane są ich nazwiska) i kolejne pary, u wejścia, najpierw kłaniają się sędziom wchodzą i dopiero wchodzą na parkiet. Także wtedy, kiedy wracają ponownie, bo tańczą w kolejnej kategorii.
Milongi
W skład całej imprezy wchodziły milongi nocne i popołudniowe. Nic o nich nie napiszę, bo na żadnej nie byłam (z różnych względów).
Piątek
Czyli początek całej imprezy. Jak wspominałam – nigdy nie byłam na tangowych zawodach i nawet nie zamierzałam być, ale skoro zorganizowano je pod moim nosem (mieszkam niemal po sąsiedzku), uznałam, że pójdę. Trochę byłam ciekawa, kto ze znajomych zdecydował się na start. Niektórych się spodziewałam, a ich nie było. Byli też tacy, których absolutnie bym się nie spodziewała i nie chodzi o to, że nie umieją, tylko wręcz przeciwnie. Mam na myśli Dominikę Jasik i Grzegorza Kałmuczaka, którzy jeszcze przed chwilą tańczyli na Wielkim Murze Chińskim, powygrywali mnóstwo pucharów na całym świecie, eliminacje w Buenos Aires przechodzą z paluszkiem w bucie (nomen omen! Czasem okazuje się, że paluszki potrafią samowolnie bucik opuścić… Ale to już chyba wszyscy widzieli) – myślałam: po co im Warszawa..? Oczywiście to bardzo fajne, że byli, zatańczyli i w efekcie puchar w milondze zdobyli (a w kategorii vals było blisko).
Dominika Jasik i Grzegorz Kałmuczak wytańczyli trzecie miejsce
w kategorii Milonga.
Foto: Dorota Pisula
Zawody miały rozpocząć się o 18.00. Śmiałam się, że czekali na mnie, bo przyjechałam dość spóźniona i dopiero wtedy zaczęli. Miałam niezłe miejsce obserwacyjne, ale przyznam, że były lepsze.
Zaczęło się rondami De Pista (były cztery). Patrzyłam sobie na pary (w końcu po to przyszłam). Niektóre bardziej przyciągały mój wzrok, inne mniej. To normalne, że nie wszystkie pary robią na nas wrażenie.
Jedna z rond w trakcie prezentacji par.
Foto: Tango Te Amo
Kiedy nadeszła kolej na kategorie Vals i Milonga, moją uwagę przykuła para, której wcześniej nie widziałam. Ale jak to możliwe? On się ruszał rewelacyjnie i to przede wszystkim on mnie przyciągnął. Nie, nie przytłaczał jej, ona była mocna i charakterystyczna, ale on… Miał w sobie to coś… A jak zatańczyli Escenario, to – moim zdaniem – pozamiatali tę kategorię (czym się podzieliłam, więc mam świadków, że sędziowie się ze mną zgodzili 🙂 ).
Moje odkrycie – kolumbijska para: Tania Gutierrez & Sebastian Avendano,
którzy w efekcie z Polski wyjechali z trzema pucharami:
zwycięskimi w kategorii Escenario i Milonga oraz z drugim miejscem
w kategorii Vals. Sebastian dodatkowo zdobył puchar w kategorii Solo Milonguero.
Foto: Tango Te Amo
Myślę sobie: może ich w De Pista przegapiłam… Lecz kiedy podadzą wyniki, to na pewno ich rozpoznam.
A tu ZONK! Wymyślili, że to, kto przeszedł do półfinału, ogłoszą na milondze, na której nie planowałam być. Trochę się mocno wkurzyłam (i nie tylko ja). Co to za pomysł?! Organizator ogłosił, że taka forma łączy sferę rywalizacyjną z socjalną. Aj, nie spodobało mi się to do tego stopnia, że się sfochowałam i postanowiłam w sobotę uczestniczyć online. Temat ogłaszania wyników i ich późnego podawania na stronie PZTA omawiam także we wspomnianym wywiadzie (i trochę przyspojleruję: teraz inaczej na to patrzę).
Pierwsze wyniki w kategorii De Pista, czyli kto wszedł do półfinału.
Foto: PZTA
W nocy wyniki się pojawiły, ale nie ogólnodostępne, tylko na ścianie tam, gdzie była milonga. Ja zobaczyłam je dopiero następnego dnia na fejsbukowej stronie PZTA (ta internetowa leżała odłogiem, ale rozumiem, że nie zawsze wszystko da się ogarnąć). Szukam nazwiska mojej świeżo obczajonej pary na liście De Pista – nie ma… We wszystkich pozostałych kategoriach zajęli szczytowe pozycje, a tu ich brak? Nie przeszli eliminacji, a na liście ich przez przypadek obcięli? Czy nie startowali?
Wszystko się niebawem wyjaśniło (Ty jeszcze moment na to wyjaśnienie poczekaj).
Sobota
Jak postanowiłam, tak zrobiłam, czyli zostałam w domu i oglądałam online. To było nawet fajne, bo na łączach byłam z koleżankami i na bieżąco komentowałyśmy, co widzimy.
Byłam mocno zdziwiona, że niektóre pary przeszły pierwszy etap. Serio?! – pomyślałam. I żeby była jasność: nie mam nic przeciwko temu, żeby sobie wystartował każdy, komu to przyjdzie do głowy. Bo na przykład mnie przyszło! Serio.
Miałam taki pomysł, żeby kiedyś wystartować w kategorii Senior w Buenos Aires po to, aby poczuć atmosferę mundialu u źródła. Niestety, R. odmówił, relacji nie będzie. Chyba że po przeczytaniu tego tekstu postanowi jednak zachwycić się moim pomysłem i zmieni zdanie… 🙂
Wracając do meritum: niech sobie każdy startuje, ale półfinał? Później się dowiedziałam, że musiało przejść 66% uczestników, więc skoro poziom generalnie był średni (oczywiście były też świetne pary, mówimy ogólnie), to jest, jak jest.
Na wyniki ponownie trzeba było czekać.
Dostałam w nocy zdjęcia wywieszonych kartek od Dominiczki (moderatorka grupy na fejsie Gdzie DZIŚ tańczysz tango w Warszawie?), między innymi takie:
Jak to stwierdziła Alusia z wdziękiem: uja widać. Moim zdaniem nie widać nic,
no ale młodsze pokolenie ma lepszy wzrok 🙂
Niedziela
Czyli finały we wszystkich kategoriach. A że mnie fochy nigdy długo nie trzymają, postanowiłam pojechać. Miałam nadzieję na dobre miejsce obserwacyjne…
Niestety wszystkie – także te słabe – były okupowane już od milongi popołudniowej. Z każdej sytuacji można wynieść coś dobrego i w tym przypadku tym dobrym było to, że z mojego słabego miejsca na oddalonym dość parapecie mogłam podpatrzeć backstage i atmosferę tam panującą.
„Na zapleczu” pary mogły odetchnąć, a także
rozgrzać się przed występem.
Foto: Tango Te Amo
Natomiast wszystkie kategorie obejrzałam na stojąco (na chwilkę przysiadłam na chwilowo zwolnionym krześle, jednak Włoch mnie dość stanowczo przepędził, bo pojawił się jego kolega).
Finał
Piękne jest to, że zawody są nieprzewidywalne jak pogoda w lipcu nad Bałtykiem. W kuluarach krążyły pewne typy. Oj, niejeden mógłby fortunę stracić, gdyby się założył i obstawił „pewniaki”… Niektórzy liczyli na wygraną i uprzejmie mi wyszeptano na uszko, że tak się w kuluarach zachowywali, jakby już mieli pierwsze miejsce w jednej z dwóch kategorii kwalifikujących do Mundialu.
A tu zaskoczenie!
Szczególnie w wygranej De Pista.
Para z Ukrainy: Elena Sergienko & Sergiy Podbolotnyy
wygrali kategorię La Pista.
Foto: Dorota Pisula
Kurczę, w ogóle na tę parę nie zwróciłam uwagi! Na Węgrów – tak. Brigita i Carlos – wiadomix. „Moich” wyłowionych w Vals i Milonga nie było, bo wygrali tę kategorię w Turcji i nie mogli drugi raz wystartować.
A tej pary nie znam!
Wyniki finału w kategorii De Pista.
Foto: PZTA
Kiedy w półfinale zobaczyłam pary, które jak dla mnie nie miały wdzięku i techniki na półfinał, ale się w nim znalazły, pomyślałam, że chyba jednak nie wiem, na co w tym tangu patrzeć i się nie znam… No ale parę Kolumbijczyków wyłowiłam. To w końcu umiem patrzeć czy nie?
Generalnie tak, ale aż do tej pory w kategorii De Pista mocno nie.
Po mojej tajnej rozmowie już wiem, że nie na to patrzyłam, na co trzeba w tej konkretnej kategorii! Ale o tym za chwilę.
Polacy
Wszyscy uczestnicy finału we wszystkich kategoriach. Są tu nasi!
Foto: Dorota Pisula
Z tego, co się doliczyłam, było sześć „całych” polskich par i sześć mieszanych (sądząc po nazwiskach, czyli że jedna osoba z pary była Polką lub Polakiem. Ludmiłę Januszewską, mimo że pisana nie po polsku, tańczącą z Adamem Skrzeczem, zaliczyłam do par polskich, bo Ludmiła jest nasza!). Kto ciekawy, może sprawdzić szczegóły w podanych wynikach, a leniwym krótko wspomnę o poszczególnych kategoriach:
* De Pista – dwie tanguery z par mieszanych weszły do finału (z partnerami oczywiście, ale tu jest wątek polski), dwie nasze pary znalazły się blisko podium i zaliczyły bardzo udane występy. Pamiętajmy, że były dwie finałowe rondy! Każda po sześć par.
* Escenario – byłam pod wrażeniem. Owszem, para, która zmiotła parkiet już na pierwszym etapie, wygrała, ale nasi, Teresa i Jacek Binkowscy, mieli świetny pokaz!
Wyniki finału w kategorii Escenario.
Foto: PZTA
Moim zdaniem lepszy niż pierwszego dnia (to znaczy: w kategorii scenicznej tańczy się tę samą choreografię do tej samej muzyki, ale dzień dniu nierówny pod względem formy, nastroju, emocji) i tak jak pierwszego dnia nie dyskutowałabym z decyzją sędziów, tak w finale dałabym im drugie miejsce.
Teresa i Jacek Binkowscy zdobyli trzecie miejsce w kategorii Escenario.
Foto: Dorota Pisula
Nie mam wątpliwości, że to para z ogromnym potencjałem i jeśli będą mieli środki, żeby pojechać kilka razy do BA i tam zasięgnąć nauk u najlepszych w tej kategorii, to jeszcze o nich usłyszymy.
* Milonga – w finałowej rondzie było osiem par, z czego trzy polskie i jedna mieszana. Żadna nie zamykała stawki, a Dominika z Grzegorzem zdobyli puchar i trzecie miejsce. Ludmiła z Adamem byli tuż za nimi.
Wyniki finału w kategorii Milonga.
Foto: PZTA
* Vals – na osiem par w finale mieliśmy trzy pary polskie i jedną mieszaną, z czego Dominika z Grzegorzem znaleźli się tuż za podium, a Ludmiła z Adamem tuż za nimi.
Wyniki finału w kategorii Vals.
Foto: PZTA
* Milonguero Leaders – w tej kategorii znalazł się jeden nasz polski kolega, Michał Goliński (świetny wynik i nie zamykał stawki!).
Finał kategorii Milonguero Leaders.
Foto: PZTA
* Milonguero Followers – tutaj mieliśmy aż trzy Polki! Dziewczyny górą! Dominika Jasik zdobyła trzecie miejsce (na świecie dają za to puchar, u nas w tej kategorii dostali tylko zwycięzcy). Żadna z dziewczyn nie była ostatnia!
Finał kategorii Milonguero Followers.
Foto: PZTA
Sensacja! Jak dla mnie: nad sensacjami!
Usiądź, pooddychaj, rozluźnij się i pilnuj kapci, żeby Ci nie spadły.
Jak myślisz, o czym teraz przeczytasz?
*
*
*
Nie, nie o stopie Dominiki, której palce na zatańczenie drugiego tanga w pierwszej kategorii Milonguero miały inny pomysł niż ona. Nie o tym, bo to nie była sensacja (na bieżąco mało kto zauważył), tylko wyzwanie dla Dominiki.
Stopa Dominiki postanowiła zakosztować wolności…
Foto: Tango Te Amo
Nie dała palcom swobodnie hasać i kazała im zatańczyć, tak jakby się nic nie stało. Jej partner, który w tej kategorii był przypadkowo przydzielony, zorientował się, że coś się stało, dopiero wtedy, kiedy Dominika zeszła z parkietu, żeby opatrzeć stopę znaczącą parkiet krwią i umieścić ją z powrotem tam, gdzie w danym momencie było jej miejsce. Wszyscy chyba już obejrzeli filmik, który nagrała rewelacyjna milongowa fotografka: Dorota Pisula (Dorotko, dziękuję! Twoje zdjęcia wzbogacają moją relację). Jeśli nie, możesz zobaczyć TU – moment naprawdę uchwycony świetnie!
Więc co jest tą sensacją?
Nie co, a kto: Jan Mężyński i jego wynik. Nasz warszawski Janek. Nie zawaham się napisać, że najmłodszy zawodnik tej imprezy. Zarówno wiekiem (tak podejrzewam), jak i stażem tangowym.
Backstage. Janek z partnerką robią rozgrzewkę.
Foto: Tango Te Amo
Janek z partnerką doszli do finału De Pista. Zamknęli finałową stawkę. Tyle że Janek tańczy… No, zgadnij, ile?
*
*
*
1,5 roku. Tak! Półtora roku. Osiemnaście miesięcy. To jest po prostu rewelacja! Zawodowi nauczyciele z dwudziestoletnim doświadczeniem zamykali eliminacyjne stawki już na pierwszym etapie, a On doszedł do finału! Czy to świadczy, że sędziowie się nie znali na tangu i jednej z dwóch sztandarowych kategorii? Do tego wrócimy.
Czas przejść do kolejnego punktu tej opowieści, czyli:
Tajne konsultacje i porady spod lady
Teraz – moim zdaniem – zaczyna się najważniejsza część tego wpisu.
Odbyłam ze znawcami, z których część była na tej konkretnej imprezie. Zatem informacje nie są tylko czysto teoretyczne, ogólnikowe, odnoszące się do tego, jak to zwyczajowo bywa. To znaczy: takie też są i uważam, że absolutnie podnoszą świadomość. To, co przeczytasz poniżej, moją bardzo podniosło. Jestem wdzięczna rozmówcom za podzielenie się, a sobie, że wpadłam na to, aby o to zapytać.
Przede wszystkim zastanawiałam się, skąd wygrana akurat tej pary? Tej, na którą w ogóle nie zwróciłam uwagi? I o to właśnie zapytałam. Projektując, że dostanę jakąś niesamowitą odpowiedź. Że coś nadzwyczajnego zrobili. Albo coś wyjątkowego się wydarzyło. Nastawiłam się, że odpowiedź będzie obszerna i zagmatwana, żeby może ukryć prawdziwe motywacje sędziów? Jakieś ich osobiste pobudki? Polityczne sympatie? Hm..? „Wicie-rozumicie”: kochamy teorie spiskowe...
Odpowiedź, którą otrzymałam, brzmiała: wygrana tej pary wynikła z punktacji.
To mnie zatrzymało.
Dopowiedzenie było takie, że w tej kategorii fantazja, precyzja, technika i uroda pary są drugorzędne, a jeśli pod wpływem fantazji tancerze wprowadzają zbędne elementy (albo z niewiedzy, na czym ta kategoria polega), to ma przełożenie na wynik, który będzie gorszy. Bo pierwszorzędne jest to, co jest w nich, w parze, razem.
Elena Sergienko & Sergiy Podbolotnyy – zdobywcy
złotego pucharu w kategorii De Pista.
Foto: Dorota Pisula
Stąd świetny wynik naszego Janka. Chłopak jest zdolny, wkłada dużo pracy w swój rozwój, chodzi na milongi i tańczy socjalnie. Sędziowie zobaczyli to coś, czego nie mieli startujący doświadczeni tancerze. I żeby była jasność: samo chodzenie na milongi sprawy nie załatwia. Wielu partnerów nie rozumie argentyńskiej idei tańczenia dla partnerki i z partnerką. Wolą figury i koncentrację na sobie.
Jestem przekonana, że ten socjalny czynnik, który Argentyńczycy mają we krwi, a my go często w ogóle nie rozumiemy, wyraża się w energii, na którą Argentyńczycy są wyczuleni. I to nie znaczy, że na milongach każdy ma tańczyć z każdym, ale to inny temat.
Abrazo. To w nim tkwi tajemnica tanga…
Foto: Dorota Pisula
Lubimy patrzeć na coś, co ma mocniejszy akcent. I oglądając kategorię De Pista, także tego szukamy. Jeśli znajdziemy, zatrzymujemy wzrok… A potem się dziwimy, że wygrała zupełnie inna para. Niedostrzeżona. Niezjawiskowa. Niewidowiskowa.
No właśnie tak!
I tu nastąpiło moje olśnienie. Bo niby wiedziałam, ale dopiero teraz dotarło jak nigdy przedtem: skoro De Pista to spotkanie socjalne na milondze i o tym jest ta kategoria, to nie jest o sportowcach, baletnicach, cyrkowcach! (Zresztą: tango w ogóle o tym nie jest i pary, które w Escenario tylko na tym bazują, mają słabe wyniki). De Pista jest o tym, że pary przede wszystkim mają ten feeling i tancerze niekoniecznie muszą być najładniejsi i najzgrabniejsi. Tańczą blisko, tradycyjnie, w połączeniu. Ze sobą. Są parą, a nie dwoma tancerzami.
Andrea Serban & Endre Szeghalmi – węgierska para,
która jako trzecia stanęła na podium w kategorii De Pista.
Foto: Dorota Pisula
Byłam zdziwiona wygraną tej akurat pary, bo przegapiłam to, o czym w tym momencie usłyszałam, przyzwyczajona jednak do bodźcowania oczu czym innym. Ich finałowa ronda chyba jest jeszcze dostępna (zerknij na stronę PZTA na Facebooku), ale nie wiem, czy te subtelności można wychwycić wirtualnie.
Rady spod lady dla zawodników, czyli na co sędziowie zwracają uwagę
Poszczególne kategorie i ich charakterystykę opisałam na początku. Tu doszczegółowię, nad czym warto popracować, jeśli się myśli o dobrej pozycji w kategorii De Pista:
Tango jest wtedy, kiedy razem płyniemy…
Na zdjęciu Inga Pawlicka.
Foto: Dorota Pisula
* Liczy się współpraca pary, a nie umiejętności poszczególnych tancerzy. I to, czy wiedzą, co się dzieje z każdym indywidualnie i z każdym na wzajem. Czyli to nie jest tak, że leader zasuwa, a follower daje się przestawiać, tylko on proponuje, ona interpretuje, on podąża za jej interpretacją… Dla niekumatych: obejrzeć w zwolnieniu topowe pary tej kategorii.
* Feeling – nie erotyczny, tylko ten w ruchu, który daje połączenie. Kontrola, estetyka i technika oczywiście się liczą, ale wtedy, kiedy finalnie wszystko razem współgra. Czyli NIE chodzi o to, że leader próbuje zrobić siedem „enrosków”, ona biegnie giro, trochę się przewraca, więc on ją musi mocniej przytrzymać po to, żeby trzepnąć gancho, a zaraz musi przyspieszyć, żeby zdążyć na variacion. Wtedy wychodzi efekt sportowy, albo za bardzo jak z tańca towarzyskiego – niby wszystko się zgadza: kąty, linie… To jest dla oka atrakcyjne. Czasem nawet figlarne, kiedy wjedzie rumbowe bioderko, ale jednak całość bywa za sztywna, za zimna.




































