Toruń – Milonga Piernikowa

Torunianie wymyślili milongę na każdą porę roku.

Dana edycja ma swoją nazwę właśnie z nią związaną. Imprez jest masa, więc dotarłam dopiero na tę Zimową. Ojjj, gdybym wiedziała, że mróz skuje cały kraj, w żadną podróż bym się nie wybrała, bo nie znoszę zimna, ale ponieważ się umówiłam i przysięgłam na wszystko, że nie zmienię zdania – nie było odwrotu. 


Okazjonalny magnesik, który każdy dostaje przy wejściu, ozdobił moją lodówkę.

CK Dwór Artusa przywitałam nietypowo.

Najpierw – pod Toruniem – zorientowałam się, że zostawiłam forsę w dość niebezpiecznym dla niej miejscu. Kiedy chciałam pokazać bilet, okazało się, że go zgubiłam. A jak go szukałam – zgubiłam buty, szal, notes i jedną rękawiczkę… Na szczęście wszystko dobrze się skończyło: na milongę wpuścili, rzeczy zostały odnalezione, a kasa ocalona.

   

Foto: Internet.

Milonga była bardzo udana.

Parkiet i kuluary były pełne, ale mówiono, że zwykle frekwencja jest jeszcze większa i że pewnie z powodu postu część tangowców została w domach. DJ Polly (Paulina Policzkiewicz-Woźniak) wprowadziła uczestników w romantyczno – liryczny nastrój, a DJ Maria Mondino podkręciła obroty i to był ogień… Pstrykałam jakieś zdjęcia, ale Joasia Stepaniuk zrobiła o wiele bardziej udane – podziwiajcie!

      

Piernikowa na stałe zagościła na mapie polskich tangowych eventów.

Toruń jest tak położony, że można dojechać z każdego zakątka. Dwór Artusa ma taki urok, że przyjeżdża nie tylko Gdańsk, Warszawa czy Łódź, ale także jednak dość oddalony Śląsk. Tym razem nie zatańczyłam z nikim nowym (dla mnie), ale z przyjemnością zanurzyłam się w znanych ramionach, tak rzadko spotykanych ze względu na odległość…

    

Centrum Kultury Dwór Artusa to niezwykłe miejsce.

Warto się zapoznać z jego historią. Przy okazji milongi można zwiedzić ten niezwykły obiekt, tylko godzinę bym zmodyfikowała, tak aby albo po zakończeniu wycieczki były dwie godziny do milongi, albo żeby od razu po zwiedzaniu iść i zająć krzesło. Pół godziny pomiędzy końcem zwiedzania a milongą to i w … ząb nie pasuje.

  

A szkoda, bo podobno zarówno opowieści, jak i osoba przewodnika są bardzo ciekawe.

Od lewej: Krzysztof Rumiński (współorganizator milongi), Yulija Pushenko (tłumaczyła przemówienia na j. rosyjski – angielskiego nie było) i Łukasz Wudarski (to on oprowadza wycieczki po tym wyjątkowym obiekcie).

Organizator zapewnia także wycieczkę po Starówce.

I tu proponowana godzina 12.00. jest idealna, bo do tej pory trzeba opuścić hotel. Niestety mróz spowodował, że zamiast na wycieczkę, poszliśmy do odkrytej dzień wcześniej knajpy. Ale po drodze podziwialiśmy kamieniczki i inne miejskie ozdoby 🙂 

  

Impreza toruńska się rozwija. W przeddzień jest pre-milonga, w niedzielę afterka. Niektórzy mówią, że tylko patrzeć, a przekształci się w festiwal, czego serdecznie Toruniowi życzę 🙂

A poza tangowo:  droga do Torunia jest dobra.

Jak się śmiga luksusową furą, to zajmuje 2 godziny. A że w dobrym towarzystwie czas przyjemnie płynie – podróż minęła błyskawicznie. Dojechaliśmy na miejsce w sam raz, aby iść na porządny obiad. Ale najpierw wybraliśmy się w poszukiwaniu tradycyjnych pierników…

       

Nie wiem, dlaczego w środku zimy jakoś tak porządnie się nie ubrałam.

– 10, a ja bez ciepłych gaci i swetra! Ela K. miała ochotę pospacerować, jednak nie bardzo miała chętnych do towarzystwa. Moje dżinsy i kurtka, nawet z kapturem, nie zabezpieczały w pełni od chłodu, więc nie w głowie mi były ekskursje, a reszta towarzystwa zwiedzała Toruń przy bardziej sprzyjającej takim czynnościom temperaturze. Więc ogarnęliśmy wzrokiem to, co w drodze do i z knajpy.

      

Często jadam w restauracjach, ale ta była wyjątkowa. 

Nie, nikt mi za reklamę nie zapłacił. Po prostu lubię doceniać czyjąś pracę. A tu obsługa się postarała. Wnętrze piękne, jedzenie pyszne, serwis rewelacyjny. Nie dość, że kelnerzy bystrzy i sympatyczni, to jeszcze przystojni ♥ Trafiłyśmy co prawda chyba w najchłodniejsze miejsce w całej restauracji, ale reszta wynagrodziła nam konieczność okrycia się.

    

Mimo dużej gastronomicznej konkurencji tak nam się spodobało, że Ela K. zaprosiła nas wszystkich następnego dnia na lunch. Było równie dobrze i pysznie, a tym razem cieplej. Anna S. powiedziała, że focąc ładnie podane potrawy robimy siarę. Na prywatnym profilu nie wrzucam kotletów, ale na blogu czasem lubię i już!

      

Z pozdrowieniami dla Torunia  – (Bestia) Ania

 

Jedna myśl w temacie “Toruń – Milonga Piernikowa”

  1. Dziękuję za wiele miłych słów i trafne uwagi „do poprawy”. Już podczas najbliższej Piernikowej – Wiosna (7 kwietnia) przesuniemy zwiedzanie Dworu Artusa, tak aby skrócić czas oczekiwania na rozpoczęcie Milongi i sprawić, by zwiedzający miło mogli go spędzić.
    Dobór języka rosyjskiego podczas tłumaczeń jest nieprzypadkowy i jest ukłonem dla znaczącej grupy z Kaliningradu, czy Mińska. Jak tylko uda się „podbić” kolejne kraje, z pewnością przejdziemy na bardziej międzynarodowy angielski 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.