Tantra – ki czort?

Spotkanie ciał i energii tu i teraz.

Co to jest tantra? Mnie kojarzyła się z seksem dla leniwych: nie chce im się ruszać, to sobie tak poleżą, dorabiając do tego egzotyczną filozofię hehe…

O, jakże się myliłam.

A że lubię poszerzać horyzonty, to kiedy przyszła do mnie możliwość sprawdzenia, o co chodzi – weszłam w to.

Tantra dla par.

Informacja o warsztacie spłynęła na Facebooku. Obejrzeliśmy wywiad z prowadzącymi, posłuchaliśmy, jak o tym mówią, poczuliśmy ich energię i zapadła decyzja: robimy. 

Ruch, dotyk, dźwięk.

To najprostsza i najtrafniejsza definicja tantry. Do tego dokładamy uważność tu i teraz i otwieramy się na doznania. W tangu zamiast o dotyku mówimy o objęciu. Reszta się zgadza. I warto pamiętać, że można dotykać nie tylko dłońmi. 

Dotyk z poziomu głowy, lędźwi, serca.

Na co dzień nie myślimy o tym, że możemy dotykać w różny sposób – siebie lub partnera/partnerkę. Dotyk – moim zdaniem to ten zmysł pozwala na poczucie szczęścia i zjednoczenia, ze sobą lub drugim człowiekiem. Ludzie dbają o samochód, jeżdżą na przeglądy, wykupują drogie ubezpieczenia, a kompletnie zaniedbują swój podstawowy pojazd, dzięki któremu mogą podróżować po świecie materii: ciało. Nie dbają o nie, nie doceniają jego możliwości i przydatności, a wręcz niezbędności w mistycznych doznaniach. Często zostają w dotyku na poziomie głowy. Czasem uruchamiają dotyk z poziomu lędźwi. A magia jest wtedy, kiedy umie się dotykać z poziomu serca.

Dotyk według żywiołów.

Rewelacyjne doświadczenie i poszerzenie świadomości. Ja akurat jestem bardzo wodna i powietrzna, ale uwielbiam elementy ziemi i ognia, oj tak… Mając świadomość, można urozmaicać swoje doznania. I emocje. To zdecydowanie wzbogaca zarówno jednostkę, jak i parę. Powiem więcej: nie mam wątpliwości, że podnosi wibracje całego świata.

Brak dotyku = brak szczęścia.

Kobiety mają łatwiej: głaszczą swoje ciała chociażby balsamując je po kąpieli. Czeszą swoje włosy. Wklepują kremy. Panowie pozbawiają się tych rytuałów – pewnie przez to są bardziej podatni na choroby cywilizacyjne. Moim zdaniem całe zło tego świata wynika z tego, że ludzie są niedokochani, niedopieszczeni, niewydotykani. Dlatego warto te zaległości nadrabiać. Czasy takie, że dużo osób żyje w pojedynkę. Tu akurat były warsztaty dla par, jednak myślę, że tantra może także zaopiekować się singlami. I jak się nie ma kogoś, z kim można w parze, to warto zacząć od siebie. Ludzie mają kompleksy, zaburzone poczucie własnej wartości, szukają szczęścia na zewnątrz – a to nie tędy droga. Jeśli nie akceptujesz siebie, nie wymagaj, by kto inny w pełni Cię akceptował.

Umiejętność dotyku.

Z moich obserwacji wynika, że cała masa ludzi nie umie dotykać. W naszej kulturze ciało kojarzone jest z grzechem lub próżnością. Ludzie mają kompleksy. Boją się fizycznej bliskości, mając zakodowane, że to coś złego. Jestem pewna, że wyprzytulane, wygłaskane dzieci łatwiej sobie radzą na polu relacji w życiu dorosłym. Dlatego zimny chów nie ma racji bytu. Nie jestem idealną matką. Jestem bardzo nieidealna. Ale to, co moim dzieciom dałam, to tyle dotyku, ile potrzebowały. Mogą tego nie pamiętać, jednak jak patrzę na mojego syna, w jaki sposób dotykowo traktuje swoją żonę i ich dziecko, jestem spokojna o ich szczęście.

Tantra jest intymna.

Pobudza erotyzm. Wakacyjna przygoda seksualna o świcie na plaży może wcale nie być intymna, ale spotkanie tantryczne bardzo jest. Od indywidualnej otwartości, a także umiejętności stawiania granic zależy, czy ktoś, kto nie ma swojego osobistego partnera, będzie w stanie „sparować się” tylko na taki warsztat. Granice – ważny temat! To, że czegoś nie chcę lub nie lubię, nie oznacza, że nie chcę i nie kocham partnera. On też może czegoś nie chcieć tak w ogóle lub w danym momencie i wcale to nie oznacza, że nie chce mnie. 

Dla mnie tantra to doskonałe podejście do rozwijania bliskości.

Do przejścia na głębszy poziom relacji. Do pełnej akceptacji siebie i partnera/partnerki. Do poczucia pełni jako jednostka i jako para.

Ludzie są ze sobą z różnych powodów.

Kochanie wcale nie bywa tym głównym. Czy można podgrzać nieco ostudzoną relację? Odpowiedzi pewnie będzie tyle, co par. Bywa, że po latach ludzie do siebie wracają i czasem okazuje się, że warto, a czasem, że to błąd. Z doświadczenia zawodowego i osobistego mogę powiedzieć, że jak już się przejdzie pewną granicę, to jest się gdzie indziej. Ale jeśli się na tej granicy stoi, to taki warsztat może spowodować nowe, świeże spojrzenie. Na siebie i na tę drugą osobę, a także na relację.

Co tam się działo?

Prowadzący, Hania i Tomek, wyjaśniali, demonstrowali (w ubraniach), po czym zostawiali czas, by pary, które były w zaciszu swojej alkowy, mogły popróbować, „jak to jest”. Są nagrania (ich, uczestników nie), można do nich napisać i wykupić dostęp.

3 x 2 godziny na żywo.

Taka była formuła, ale naprawdę spokojnie można sobie przerobić całość w dowolnym czasie. Do czego zachęcam. Nabywa się nowej jakości w poszerzonej świadomości. Bezcenne w dzisiejszych zwariowanych czasach. Warto szukać przyjemności tam, gdzie jest na wyciągnięcie ręki: w relacji ze sobą i bliską osobą.

Człowiek potrzebuje drugiego człowieka.

Tak po prostu jest. Jeśli ta potrzeba może być zaspokojona w dobrej jakości relacji, to warto po tę jakość sięgnąć. Oczywiście to nie jest tak, że wszyscy źle dotykają. Ja na tych warsztatach uświadomiłam sobie, że dotykam tantrycznie 🙂 Ale też lubię być dotykana, umiem przyjmować i dawać. I o to chodzi: o różne doświadczanie tu i teraz. A przyjemność jest bonusem.

Tantra to nie tylko seks.

On oczywiście jest naturalną składową wynikającą z intymnego, erotycznego kontaktu fizycznego. Jednak tantra to coś więcej. Dotyk tantryczny wcale nie musi być seksualny i erotyczny. Za to na pewno jest uważny i świadomy.

Mówi się: dobry/dobra w łóżku” – co to znaczy? Moim zdaniem wcale nie chodzi o ekwilibrystykę podczas bzykania na żyrandolu, a o jakość dotyku, jego dawanie i przyjmowanie. To składa się na sensualność i erotyzm. Wygibasy to wygibasy, nic sensualnego w nich nie ma.

Tantra to przepływ.

Jesteś dla mnie ważny/ważna, ale ja także jestem ważny/ważna dla siebie. Kiedy mi dajesz, to moje ciało Ci pokazuje, jak to na mnie działa. Kiedy ja daję Tobie, pokaż mi, jak to odbierasz. Bycie aktywnym jako dawca i biorca – to tak jak w tangu bycie aktywnym jako prowadzący i podążająca: jazda walcem albo przesuwanie szafy gdańskiej jest bardzo mozolne i mało fascynujące.

Po co to wszystko piszę?

A po to, że mam taką moją życiową misję dzielenia się tym, co uważam, że wzbogaca nasze życie. Warsztaty z Hanią i Tomkiem w tę misję się wpisują. Niezależnie od wieku (pod warunkiem pełnoletności heh), urody, profesji itp., warto się rozwijać właśnie w obszarze relacji. Wiele związków więdnie, kiedy dotyk z poziomu lędźwi nie przechodzi na poziom dotyku z serca. Fascynacja się kończy, któreś (lub oboje) stygnie, dopada nuda i finito. A może wystarczy wiedzieć, jak się świadomie dotykać..

Milabo – tu zajrzyj 🙂

P.S. 1 W lany poniedziałek przyszła do mnie taka grafika, na którą koleżanka zareagowała: „TO z tantrą raczej nie ma nic wspólnego”.

Otóż wszystko może być tantryczne. Takie zabawy są w żywiole ognia. Kwestia wzajemnych upodobań, granic, uważności i świadomości. Czyli nie łapiesz za bacik i lejesz, bo „Cię poniosło”, tylko robicie to, bo wspólnie daliście na TO zgodę, mieści się w Waszych granicach i świadomie chcecie takich właśnie doświadczeń. Jeśli jedna strona chce, a druga nie, wtedy to nie ma z tantrą nic wspólnego.

P.S. 2 W moich książkach jest trochę erotyzmu… 🙂 UWAGA!

Obydwie możesz zamówić u mnie! 

„Pasja budzi się nocą” – psychologiczna komedia thrillerowata –
na faktach!

„Przenikanie” – uuuu… Gruby kaliber. O tym, że każdy ma sekrety, które wychodzą z cienia i że te niby proste relacje potrafią się pokomplikować, zwłaszcza relacja matka – córka i partnerska.

Chcesz? Pisz priv na fejsie albo na tangoteamo8(dat)gmail.com

Autor: Ania TangoTeAmo

Tango to moja pasja. Podróżuję, by tańczyć. Opisuję tangowe imprezy i obyczaje. Piszę książki, w których zawsze obecne jest tango.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.