Neotango Night w Jazz Club Akwarium – 7.10.2017

Nie lubię zbytniego cudaczenia w tangu. Co nie oznacza, że jestem tangową talibką. Nie jestem. Nie lubię starych trzeszczących rzęchów z wyjcowaniem. Lubię tango nuevo. Sądzę, że warto zdefiniować pewne pojęcia – żebyśmy to samo mieli na myśli. Tango nuevo to tradycyjne tanga w nowych aranżacjach lub po prostu nowe tanga. Ale tanga! A nie co popadnie. Wszystko, niezależnie od gatunku muzycznego, podpada pod neotango. Czyli tzw. alternatywa. Taki Gotan Project mieści się w tango nuevo, a także w electro. Tańczenie do Chopina czy rapu (a jakże!) to żadne nuevo, tylko alternatywa. Tyle jeśli chodzi o muzykę. A w tańcu – jest tango milonguero (bardzo kontaktowe, z napieraniem, prowadzenie z centrum), salon (trochę luźniejsze objęcie, we własnej osi), nuevo (luźne objęcie, bez wypiętego kuperka, zamaszystość, boleo, volcady). Jest i neotango, które zawiera w sobie elementy tanga i … wszystkiego innego.

Nuevo często jest mylone z alternatywą.

Pamiętam, jak kiedyś na mojej milondze DJem był Argentyńczyk. Grał zdecydowanie inaczej, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni, a jako zawodowy muzyk – też inaczej słyszał. Trochę towarzystwo było umęczone tańczeniem do bardzo wokalnych tang u nas nieznanych. W pewnym momencie zapytał, co zagrać: tradicion czy nuevo. Obecni ochoczo zakrzyknęli, że nuevo – spodziewając się jakiegoś Bonda albo Grace Jones. A tu nastąpiła dalsza część tego, co było… Dla DJ-a pewnie to było co innego, przeciętny polski tanguero nie wyczuł różnicy.

Neotango to takie tango prawie bez tanga.

Zarówno muzycznie, jak i tanecznie. Jakiś czas temu widziałam pokaz neotanga. Zdecydowanie nie umiem z taką gracją tarzać się na czworaka po parkiecie do dziwacznej muzyki. Tak więc decydując się pójść na Neotango Night spodziewałam się umęczenia już po półgodzinie…

Jazz Club Akwarium to bardzo przyjemne miejsce.

Nie wszyscy bywalcy letnich milong na Skwerze Hoovera wiedzą, że to właśnie tu 🙂 Wnętrze restauracyjne znajduje się na górze, a na dole, w podziemiach, urządzono sporą salę z bardzo dobrą drewnianą podłogą, profesjonalnym nagłośnieniem i sprytnym barem (z przemiłym młodym przystojnym barmanem). Nawet plastikowe krzesła nie były takie zwykłe, tylko miały dość ciekawą formę…

DJane Danusia grała bardzo przyjemnie.

Było oczywiście kilka dziwnych kawałków, ale zdecydowanie nie czułam się przytłoczona. Kiedyś niefortunnie publicznie skomentowałam film jako noc żywych trupów, na którym widziałam snucie się do ciężkiej muzy. Obawiałam się, że tu mogę doświadczyć tego na żywo. Ale nie! Danusia tak zagrała, że mnie nie zmęczyła. A wdzięcznymi lekkimi milongami wręcz zachwyciła.

Neotango jest dobre dla tych, którzy nie lubią sztywnych reguł.

Nikt nie oczekuje rondy – można hasać w te i nazad, co bez krzywych spojrzeń czynił warszawski mistrz tej dyscypliny. Nie ma cortin – tańczysz, ile chcesz. Można bez schodzenia z parkietu przyssać się do siebie na półtorej godziny. Można też jeden kawałek zatańczyć, następny sobie darować, by na kolejny wrócić i pląsać. Nie ma oczekiwań co do strojów, a mimo to taki jeden, co to różnie bywa, tym razem był przyzwoicie ubrany (chyba tylko w lato straszy gołymi pachami i skarpetami do sandałów).

Organizatorem jest jeden z najbardziej wszechstronnych zawodowych tancerzy.

Piotr Woźniak to warszawski nauczyciel tanga, promotor tanecznego PRO – AM (profesjonalista i amator startują w międzynarodowych zawodach), a także zawodowy tancerz z dużym dorobkiem scenicznym. W najbliższą środę, 11. października, w warszawskiej Stodole, podczas koncertu Roberto Siri, będzie można go zobaczyć w pokazie tanga solo. Wystąpią także: Jakub Grzybek i Patrycja Cisowska (mistrzowie świata w tango escenario – czyli mega tango show! a także organizatorzy festiwalu RECUERDO) – oraz inne warszawskie pary. 

Warszawa jest gotowa.

Aby mieć cykliczną imprezę, na której zasadą jest brak sztywnych zasad. Moim zdaniem nie ma co wartościować ani muzyki, ani stylów tanecznych (no chyba że dj ewidentnie przysmęca, a tangowicz nie wie, co czyni – ale to inny temat). Każdy może wybrać, co mu pasuje. Dla mnie tango bez bliskiego kontaktu nie ma sensu, ale wierzgnąć czasem też lubię. Muzyka Złotej Ery jest dla mnie tangowo najbogatsza, co nie znaczy, że dla odmiany nie zapląsam do czegoś innego. To co – do zobaczenia? 🙂

Ania (Bestia)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.