V Gryf Tango Marathon – lipiec 2020

Co to była za impreza!!!

Po pseudozarazowej izolacji to był pierwszy maraton, który się odbył. Nie będę tu dyskutować na temat lęku/odpowiedzialności/zastraszaniu – nie chce mi się. Jak jest naprawdę – kto to wie… Ale wiem jedno: ja nie dam się wpędzić w wegetację za życia i dołączam do tych, którzy też się nie dają.

I tak sobie myślę, że zamiast pouczać, co kto powinien/nie powinien w sprawie zdrowia i choroby, lepiej zadbać o rzeczywiste relacje. Może zrobić w nich porządek, żeby reszta życia była przyjemniejsza? Może nie tracić czasu na osoby, które podcinają skrzydła? Może wyciągnąć wnioski z przeszłych doświadczeń? Może powiedzieć komuś, że się go kocha? Albo przeciwnie: może czas zostawić kogoś w spokoju i zrozumieć, że w tym wcieleniu nic z tego?

Matko, jakaś sentymentalna się zrobiłam. Ach, no tak: dzieje się tak, kiedy wpadam w powyjazdowy dół. Poziom endorfin spada… I powrót myślami do fantastycznych abrazos nie wystarcza…

Miejsce

Tegoroczna edycja odbyła się jak zwykle w Centrum Kultury Stara Rzeźnia (co ciekawe: w miejscu tym kiedyś mordowano zwierzęta, ale energetycznie ono jest już wyczyszczone…), jednak w innej sali. I to było super!

Więcej przestrzeni, okna, wygodnie ustawione stoły – dobre warunki do cabeceo, tańczenia i odsapki. A także do pogaduszek i integracji.

400 metrów powierzchni, 180 metrów parkietu, bufet dobrze zaopatrzony, uczestników odpowiednia ilość do wielkości miejsca, balans. Organizatorzy bardzo przestrzegali równowagi i udało im się. 

Drugi kubek zasilił maratonową kolekcję.

Muzyka

Świetna. Nie słyszałam co prawda Joasi Kozłowskiej (za to chyba grał nie wymieniony tu Michał Kaczmarek..?), ale z przyjemnością stwierdzam, że na naszych polskich maratonach naprawdę fajnie nam grają (na Barocco też, ale o tym w następnym wpisie). Wiadomo: gusta muzyczne są różne. Ja mam swój: nie lubię smędolenia (przez niektórych zwanego romantyzmem) i jednego kopyta. Inna sprawa, że muzykę też się odbiera poprzez partnerów…

Poziom tangowy

Ja nie miałam ŻADNEJ słabej tandy. A miałam wiele fantastycznych… I nowe odkrycia… Biorąc pod uwagę moje wrażenia i bezkolizyjność na parkiecie, stawiam tezę, że poziom był bardzo dobry. Nie wiem, czy to z powodu wyposzczenia tangowego, w każdym razie wszyscy tańczyli chętnie i ze wszystkimi. Dla większości kwarantanna była łaskawa. Niektórym wrzuciła parę kilo, co się niestety przekłada na ciężkość parkietową. Mnie na szczęście oszczędziła, a właściwie sama się oszczędziłam, dbając o to, co jadam i pijam.

Organizacja

V Gryf, mój drugi. Na pewno nie ostatni!

Wszystko było jak trzeba, także w związku z nieco innymi warunkami. Podczas rejestracji mierzono temperaturę, wypełnialiśmy także ankiety z danymi. Minęły ponad 2 tygodnie i wszystko wskazuje na to, że będą bezużyteczne. Dwie osoby tańczyły w maskach. Moim zdaniem nie miało to większego znaczenia, ale jak komuś daje poczucie, że o siebie i innych w ten sposób dba – niech sobie zakrywa, co chce.

Atrakcje dodatkowe

Był, a jakże, flashmob, na którym nie tylko tańczyli tango, ale również jakieś takie cudactwo zwane belgijką, do której jest chorografia. Prosta, ale jest. Dobrze, że mnie tam nie było, bo jakby tak przyszło komu do głowy ze mną to popląsać, z pewnością finał byłby opłakany (z powodu zaburzonej lateralizacji nie jestem w stanie zapamiętać żadnej, nawet najprostszej choreografii, więc z pewnością wywołałabym niejedną stłuczkową katastrofę).  

Ktoś nakręcił fajny filmik z tej belgijki, ale gdzieś mi zniknął. Edit: tajny współpracownik K. jest szybszy niż błyskawica, dzięki niemu możecie zobaczyć TO  😆  Te hocki-klocki wyczyniali pod przewodnictwem Adriana Grygiera, który nie tylko jest nauczycielem tanga, ale wraz z Dorotą prowadzą szkołę tańca, a poza tym Adrian to profesjonalny DJ i zawodowy wodzirej dobry na każdą imprezę (wesela, rocznice, bale karnawałowe), polecam!

Taneczna rodzina w komplecie. Dorota i Adrian Grygierowie to główni organizatorzy Gryfu.

Folklor

Były warsztaty, prowadzili je Anita Escobar i Adrian Luppi. 

Jedyny folklor, jaki (z trudem) trawię, to chacarera (i to nie każda). Ale! Uważam, że czasem jest to sympatyczny przerywnik milongowy i jeśli któryś z panów mocno się uprze  (bardzo mocno i kategorycznie), to tańcnę. Nawet się z tego przeszkoliłam, żeby nie wyglądać w razie czego jak najostatniejsza łamaga. Tu, na Gryfie, też czakarerzyli, a jakże. 

Jak to na takiej imprezie – buty, ciuchy, biżuteria są nieodłącznym dodatkiem. 

Stałym elementem jest także rejs po Odrze, a jakże, z tangiem. Pogoda dopisała, więc był to miło spędzony czas. Beze mnie, ponieważ nocowałam u wiedźmy i trochę zajmowały mnie także nasze wiedźmie sprawy.  

Zbiorowe zdjęcie musi być! Ja rzadko na takich występuję, zwykle stoję/siedzę z boku.

Zdjęcie: Foto Milonguero.

Pozatangowo

W ostatniej części maratonowego popołudnia pozwoliłam sobie przyprowadzić gościa. Elena, u której nocowałam, jest nie tylko wiedźmą (tak tak…), jest też instruktorką kizomby. Przyszło jej do głowy, że może czas na nowe wyzwanie i będzie nim tango. Zelektryzowała zdecydowaną większość panów. Byli tacy wyrywni, co natychmiast chcieli z nią tańczyć 😈  Niektórzy myśleli, że to Blanka, moja córka (mają coś wspólnego, owszem) 😆  Oj, panowie… Jak Elena zdecyduje się na tango, wielu z was pożegna się z rozumem na długo…

Prawda jest taka, że uroda to jedno, ale wiedźmy mają pewną specyficzną energię i to ona tak naprawdę przyciąga jak magnes. Albo odstrasza. Tu nie ma szarości. Albo się nas kocha, albo nie znosi…   

Drugi raz byłam na Gryfie.

I teraz mam nasze polskie dwie ulubione imprezy, na których nie wyobrażam sobie nie być: Beskid i właśnie Gryf. Tęsknię!

A teraz Barocco…

Tango w czasie zarazy

Czy TO nas czeka w tangu..?

Ze względu na ochronę mojego starszego taty, podjęłam decyzję, że do końca marca nie będę chodziła na milongi. Nie ze strachu, że ja zachoruję, a z troski, żeby moje tango nie zabiło schorowanego człowieka.

Praktyczne zalecenie dla każdego: pij kilka łyków wody, najlepiej bardzo ciepłej!, co 15 minut. Dlaczego?
Jeśli wirus dostanie się do Twojej jamy ustnej, pita woda (lub inne płyny) spłukują go do żołądka, a tam kwasy trawienne już sobie z nim poradzą.

Badania

Pokazują, że w zamkniętej, klimatyzowanej przestrzeni koronawirus Covid19 może rozprzestrzeniać się nawet na odległość 4,5 m i przetrwać w niej w formie zaerozolizowanej nawet 30 minut. Na gładkich powierzchniach, takich jak.uchwyty, przyciski, blaty, szyby, może nawet w wysokich temperaturach przetrwać kilka dni. Dlatego krytycznie ważne jest jak najczęstsze odkażanie środków zbiorowej komunikacji i wstrzymanie się od zbędnych podróży!

Izrael zarządził przymusową kwarantannę.

Dla wszystkich, którzy przybywają do tego kraju. W Buenos Aires milonga La Parrilla wprowadziła specjalną procedurę (m.in. „alkohol dla wszystkich w barze i łazience” – brzmi ciekawie… Zajrzyj TU koniecznie). U nas marcowy maraton winylowy przeniósł się na 2021 rok, milonga Tu i Teraz odwołała się do 8.04. włącznie. Tango w Królewskim Wilanowie, zaplanowane na 5.04., na razie nie odwołane, ale i oficjalnie jeszcze nie ogłoszone.

Maski zostały wymyślone dla chirurgów, żeby nie infekowali operowanych pacjentów. Zdrowe osoby nie mają powodu, by je nosić na stałe.
Źródło: zasoby internetów.

Bez paniki!

Ale z rozsądkiem. Link do konkretnego artykułu: TU.

Fachowcy mówią, że fala zachorowań wzrośnie. Wszędzie. Wykluwanie się tego świństwa jest długie. Infekcja może przebiegać prawie bezobjawowo – i to jest coś, co ma wpływ na szerzenie się epidemii.

Źródło: zasoby internetów.

Moje przemyślenia są takie:

* Jeżdżę samochodem, więc jestem w grupie mniejszego ryzyka zarażenia/nosicielstwa.

Ale! To jedno słowo zmienia sens wcześniejszego stwierdzenia.

* Tańczę tango, więc jestem w grupie mocno zwiększonego ryzyka. Nawet jeśli wiem, gdzie był/nie był partner, z którym jestem w tańcu fizycznie bardzo blisko, nie wiem, gdzie była jego żona/córka/przyjaciółka, z kim miał styczność w pracy (systemy wentylacyjne w biurowcach to masakra XXI wieku, mówię Wam!) czy autobusie;

* Samolot to najbardziej niebezpieczny środek lokomocji, niezależnie od tego, skąd przylatuje i dokąd leci. To zamknięta puszka. Jak zauważyła koleżanka podróżniczka: ktoś z przodu puści bąka albo sprawdza zapach perfum, a czuć w całym samolocie. Ludzie chodzą do WC. Nie ma bata, by ten sposób podróżowania był bezpieczny zdrowotnie.

I to jest zagrożeniem.

Jeśli nie dla mnie, to dla mojego taty, który jest starszy i schorowany. A każdy z nas przecież ma w swoim bliskim otoczeniu kogoś, kto może nie przeżyć najnowszego modelu infekcji. Nie wiem, czy osoba, z którą tańczę, nie leciała samolotem albo nie była blisko z osobą, która leciała w puszce.

Inicjatywa społeczna pomocy sąsiedzkiej dla seniorów – bezcenna.
Źródło: fejsbukowy „Sok z buraka”.

Nie da się wycofać z życia.

Tango to oczywiście wybór: mogę iść na milongę lub nie, ale już do sklepu nie da się tak całkiem nie chodzić (zakupy przez internet nie załatwią wszystkiego). A nawet jak nie pójdę, to stykam się z osobami, które chodzą. Których dzieci chodzą do szkoły z dziećmi, które ferie spędziły na nartach we Włoszech…

Każdy robi/nie robi, co uważa.

Czasami z niewiedzy. Nieraz głupieje pod wpływem natłoku informacji. Ja postanowiłam tak:

* Odpuszczam imprezy międzynarodowe do połowy kwietnia, te wyjazdowe, ale i krajowe;

* NIE PANIKOWAĆ! Ale myśleć i podejmować decyzje zgodne z moją intuicją;

* Nie chodzić na żadne imprezy, które są organizowane w miejscach z kłopotami wentylacyjnymi. Jeśli znam warunki lokalowe i wiem, że zaproszenie setki ludzi przekracza możliwości danego miejsca, nie dość, że nie pójdę, to dam publiczny wyraz mojej dezaprobaty dla organizacji zbiegowiska ludzkiego w złym miejscu i czasie. Biznes nie może brać góry nad przyzwoitością;

* Brawo! Imprezy tangowe są masowo odwoływane. Ekonomicznie ucierpią nie tylko tangowi organizatorzy, takie życie. Jeśli masz chociaż jedną bliską osobę w grupie ryzyka, że nie przeżyje infekcji, nie narażaj jej. Zawsze można zrobić mini tangową prywatkę, poćwiczyć solo przed lustrem, poczytać książki, choćby „Przenikanie” albo „Pasję…” 🙂

* Wilanów – z decyzją poczekam. Wydarzenie ogłoszę pod koniec tygodnia, ale jak będzie – czas pokaże.

P.S. Wpis Bożeny Przyłuskiej na Facebooku jest najbardziej esencjonalny:

1. Minęły 2 tygodnie od pierwszego zachorowania we Włoszech, a dziś cały Półwysep Apeniński ogłoszono „strefą pomarańczową”. Drastyczne ograniczenie ruchu w całym kraju – tylko dojazd do pracy i szpitala, inaczej tylko w uzasadnionych sytuacjach. Absolutny zakaz poruszania się osób poddanych kwarantannie i z potwierdzonym wirusem.
2. Dzieci i młodzież chorują dużo rzadziej, ale transmitują wirus.
3. Choroba trwale uszkadza płuca, a w niektórych przypadkach, już po wyleczeniu z infekcji, uszkodzenie staje się postępujące…
4. Najbardziej ryzykujesz w zbiorkomie, przedszkolu, szkole, w kinie, teatrze, na koncercie, w sklepach.
5. W temperaturze 4 st wirus może przetrwać na przedmiotach nawet 4 tygodnie (np. lodówka!), w temperaturze ciała (na dłoniach) ok 15 minut.
6. Epidemiolodzy przewidują, że wirus ma potencjał by objąć 50-70% populacji ziemskiej.
Myjcie ręce, dezynfekujcie smartfony, róbcie zakupy przez Internet i jeśli możecie (w obliczu zagrożenia dla życia) siedźcie w domach.
Nie chcę straszyć, dzielę się wiedzą, bo myślę, że też chcecie ją mieć.

Beskid Summer Tango Marathon – sierpień 2019

Z powodów różnych publikacja trochę się odwlokła, ale jest! A opisać warto. Wiadomo, że impreza jest na tyle udana, na ile się bawisz. A ja bawiłam się wyśmienicie. Nie zawaham się powiedzieć, że to był mój najbardziej udany maraton. A trochę ich odbyłam, w kraju i za granicą.

 Bardzo dobry poziom tangowy.
 To duży sukces zebrać tylu świetnie tańczących. NIE MIAŁAM ZŁEJ TANDY! Muzyka niosła, partnerzy byli naprawdę ach ach, wiele nowych abrazos okazało się bardzo tak. Dlatego lubię wyjeżdżać: odrywam się od codzienności, jestem tam i nigdzie indziej. Im dłużej jestem w tangu, tym bardziej doceniam jego funkcję socjalną – chociaż nadal jak jadę na tango, to ono jest dla mnie najważniejsze.  
Muzyka niosła.
 
Może trochę inaczej ustawiłabym kolejność grania, ale to jest zawsze kwestia indywidualnych preferencji: ja lubię tak, ktoś może lubić inaczej. Moją szczególną sympatię zdobył TDJ z Grecji, każda tanda była „po mojemu”. Zestaw wszystkich didżejów można znaleźć na opisie minionego wydarzenia, więc nie będę wszystkich wymieniać. Dodam tylko – wcale nie przez sympatię, a w uznaniu – że granie Bielskiej Anielicy Tanga Anny Pietruszewskiej w niedzielne południe było bardzo smaczne. Aż szkoda, że nie wszyscy byli. Pietruszka na śniadanie i obiad – ale nie tylko! Anna gra naprawdę energetycznie, dlatego ze swoim 
soft nuevo zapraszana jest  ma coraz więcej imprez, nie tylko w Polsce. 
Prowadziłam!
Jak już byłam stańczona do upadłego, wskakiwałam w płaskie butki, a czasem prowadziłam też w szpilkach. W końcu nauka u świetnych nauczycieli (Kasi Chmielewskiej i Mateusza Kwaterko z Caminito) zobowiązuje i nadszedł czas, abym była aktywna jako liderka nie dlatego, że nie ma panów (bo byli, balans był ok), tylko dlatego, że mam już co zaproponować partnerkom. Jeszcze skromnie, ale jest progres na tyle, że może tańczyły z grzeczności, ale nie z obrzydzeniem. 
Raz nawet tak się zdarzyło, że kiedy tańczyłam tradycyjnie, jako partnerka, partner w uniesieniu padł mi do stóp...

Atrakcje
Pogoda dopisała, więc przejazd beskidzką ciuchcią do Bielska-Białej był bardzo udany (wiem z opowieści, bo dla mnie godzina była zbyt wczesna). Okolica piękna, więc kilka osób zdecydowało się wspiąć na Klimczok. Ponieważ niedawne pozaszlakowe zdobycie Ślęży wystarczy mi na długo, nie zdecydowałam się na taką eskapadę. 
Warsztaty z naszą polsko-argentyńską parą: Luizą i Marcelo Almiron, bardzo się podobały, a bytność na dodatkowych zajęciach z canyengue widać było na maratonowym parkiecie (wiele par tańczyło!). Pokaz w trakcie sobotniej nocy był pięknym akcentem, rzadko spotykanym na maratonach.  
Zdjęcia Krzysia są TU, TU i TU a Szymona TU, TU i TU. 
A ostatniego dnia zaśpiewał dla nas Gonzales Federico, który ma piękny głos, umie śpiewać (a to nie zawsze oczywiste) i jest słodki... 
Mieszkać w jednym miejscu to zaleta.
Tym razem byliśmy w Bystrej w 4* hotelu Golden Tulip, część osób zatrzymała się w wyremontowanych domkach. Ja z dziewczynami początkowo też byłyśmy w domku, ale uznałyśmy, że czasy skautów mamy za sobą i przeniosłyśmy się do hotelu. Nigdy nie mam czasu, aby skorzystać z atrakcji dodatkowych: SPA, jaccuzi, basenu (ten ostatni nie bardzo lubię, a właściwie nie lubię wcale, bo pływanie mnie nudzi). Kuchnia hotelowa była smaczna: śniadania obfite i urozmaicone, ceny restauracyjne przyjazne – przy dobrej kuchni.  
Hehehe…
Uwielbiam Beskid Tango Marathon.
Edycja letnia udała się fantastycznie. Edycja zimowa udaje się od lat. Od ubiegłego roku odbywa się w hotelu Belweder w Ustroniu – rejestracja w toku! Info o wydarzeniu TU, a miejsce rejestracji znajdziesz TU. Zachęcam do zaplanowania tego w swoim kalendarzu, bo zabawa jest przednia, a w tym roku zagrają TDJ-e znani i lubiani, m.in. nasi warszawscy twórcy Radia Tango Uno i Milongi Uno: Dorota Zyskowska i Marcin Błażejewski. 
Pijama party oczywiście się odbędzie! Relacja z ubiegłego roku: TU (zdjęcia niestety zeżarło po transferze bloga na inny serwer). 
Wylaszczyłam się.
Więc może pomyślę o piżamce seksi… Pisałam kiedyś, że postanowiłam wrócić do dawniejszej formy cielesnej. Udało się. Mój nowy wpis na ten temat niebawem, ale bardzo mnie cieszy ma smukłość osiągnięta (i utrzymywana) wcale nie aż tak bardzo katorżniczo, za to pod czujnym okiem fachowczyni. 
Lubisz mnie czytać?
Zamów moją najnowszą książkę. Przedsprzedaż edycji limitowanej trwa tylko do 30.09.2019 r. To powieść psychologiczno-obyczajowa, tym razem z przedwojennym tangiem jako znaczącym elementem przetrwania II wojny światowej. Akcja dzieje się na przestrzeni dwóch miesięcy 2018 roku. Książka jest o relacjach międzyludzkich, zjawiskach pozazmysłowych i tym, że KAŻDY ma tajemnice…
 Edycja limitowana da Ci:
 * niższą cenę niż wydanie standardowe
 * uszlachetnioną okładkę i lepszy papier druku
 * dedykację wraz z osobistą (dla Ciebie lub dla wskazanej przez Ciebie osoby) przepowiednią Złotego Smoka na rok 2020. Nie wierzysz w „takie rzeczy”? Nie musisz, one wierzą w Ciebie...  
Cena: 35 zł + wysyłka. Chwilowo sklep strajkuje, pisz do mnie na priv.

V Beskid Tango Marathon 2019 plus niespodzianka!

To dla mnie najlepszy polski maraton. Impreza wyjazdowa, nikt nie mieszka w miejscu tego maratonu, najwyżej w okolicy. Dlatego wszyscy są przyjezdni! I fajnie.

Hall hotelu Belweder. Foto: Basia Maliszewska

Mieszkamy sobie razem, integrujemy się na basenie, w jacuzzi i … na spacerach (nie ze mną, bo nie lubię ani basenu, ani zbytniego łażenia, ale nie ja jedna jestem na maratonie).

Foto: Basia Maliszewska

Ze mną można się integrować na parkiecie, podczas wypasionego śniadania albo kolacji…

Foto: Basia Maliszewska

No ale to wszystko już pisałam po poprzednich edycjach. Świetna atmosfera i doskonała zabawa są niezmienne. Pewne rytuały też.

Uroczyste wręczenie ciupag maratonowym TDjom to już tradycja.

Ta impreza jednak była trochę inna.

 

Na pięciolecie odbyła się w 5* hotelu Belweder w Ustroniu. Moc była z nami, a zwłaszcza z organizatorką, Anielicą Bielskiego Tanga Anie Pietruszewską, ponieważ w Szczyrku ogłosili w tym czasie stan klęski żywiołowej, tak im śnieg napadał.

Nam też spadł, ale u nas było romantycznie, tam – dramatycznie: nikt nie mógł dojechać. U nas szczęśliwie wszystko szło według planu.

Czwartkowa premilonga zgromadziła całkiem sporą liczbę uczestników. Miałam pewne obawy o nawigację, bo sala z parkietem nie była okrągła, kwadratowa ani prostokątna. Była w kształcie dużego zawijasa, czyli mocno oryginalnie.

Foto: Basia Maliszewska

Daliśmy radę! Poziom tangowy całej imprezy był niezły, każdy mógł znaleźć właściwego partnera. A i bardziej intensywne tandy się zdarzały…

Popołudnia także cieszyły się powodzeniem.

Piątek przywitał nas kuligiem i góralską muzyką.

Foto: Basia Maliszewska

Duża część uczestników była zachwycona, zwłaszcza cudzoziemcy. Ja nie uczestniczę w takich aktywnościach, bo: 1. mam uczulenie na końską sierść, 2. obawiam się, że za dużo ludzi ładuje się na jedne sanie i koniom ciężko, 3. nie lubię góralskiej muzyki (na pocieszenie – pewnie słabe i nie wiem, komu – dodam, że żadnego folkloru nie lubię, tak mam). Ale każdy robi, co uważa, o!

Pidżama party

Tylko tam, gdzie się mieszka w miejscu maratonu, jest to możliwe! Dlatego to sztandarowy element tej imprezy. W edycji zerowej, czyli na Szyndzielni i potem na dwóch pierwszych maratonach w Szczyrku, słychać było sceptyczne głosy: że jak to tak… Ano tak!

Jest wesoło jak nigdzie! Niektórzy idą w stylizację domową, inni w sexy, a jeszcze inni w zgrywy – i to jest najlepsze!

Koleżanka Danuta powiedziała, że słabo się odnajduje, bo tango kojarzy jej się z dostojnością i elegancją, a nie wygłupami. A ja uważam, że tango jest każde i wszystko w nim jest, wygłupy też.

Ja osobiście chcę w tangu namiętności i polotu, więc pidżama bardzo mi pasuje – chociaż w tym roku postawiłam na domowy „luk” (nie do końca prawdziwy, bo nie mam piżamy, więc pożyczyłam od córki).

Tak się wytańczyłam, że zapomniałam o wspólnym zdjęciu i zdezerterowałam do pokoju tuż przed, więc mnie, gapy, nie ma.

Podsumowanie:

* mega czas! 3 noce i 4 dni spędzone na namiętnościach, wygłupach i…przyjaźni. I to jest moje tangowe odkrycie ostatnich dwóch lat! Wcześniej jakoś nie łączyłam tangowych znajomości z życiem prywatnym… O niej zrobię osobny wpis, a zdjęcie poniżej nie odnosi się do tej treści – chodzi mi o przyjaźń, w której kobiety nie wydrapują sobie mężczyzn i nie lecą na ich tanie messengery, wysyłane do pięciu innych;

* taki wyjazdowy reset dobrze robi ciału i duszy, nawiązuje się znajomości, poznaje inne objęcia…

* świetna muzyka (z drobnymi wyjątkami – moim zdaniem, ale to kwestia gustu), sala atrakcyjna w noc i dzień;

* wygodny obiekt, piękne tereny spacerowe (po raz pierwszy włąśnie w tej edycji udało mi się wyjść z hotelu na pół godziny), obfite śniadania, bar hotelowy dobrze zaopatrzony, bufet uzupełniany;

* możliwość zakupu tangowych butów i ciuchów: zarówno od Agnieszki Lewickiej (info TU), jak i tych używanych, od koleżanek;

Sylwia Tomczyk – tłumaczyła na angielski, Anna Pietruszewska – organizatorka

* tango, tango, tango! Bez przerwy od popołudnia do świtu. Ruch się tak rozkładał, że poza godzinami szczytu (w piątek ok. 23.00. i w sobotę od wieczora, z przeluźnieniem na przebranie się w piżamę, do rana) można było nawet powywijać.

Większych kolizji nie było.

Foto: Bohdan Kryk. Moje ulubione 🙂

Odtańczyliśmy chacarerę, a jakże! Że nie lubię folkloru? A bo to zależy,
z kim…

A teraz niespodzianka: hajda na letnią edycję!

Anielica w miejscu nie usiedzi i jeszcze nie zdążyliśmy się rozjechać, jak już kazała nam wracać! Letnia edycja odbędzie się w nowym obiekcie hotelowo – rekreacyjnym w Bystrej. Rejestracja otwarta (szczegóły TU)! Panowie, radzę się zapisać. Nie będziemy tangolić w piżamach (w lato to żadna atrakcja, skoro i tak wszyscy porozbierani), ale może zorganizujemy jakieś bikini albo hawai party… Okolica ciekawa, warto zwiedzić Bielsko-Białą. Wiem, że Anielica planuje coś fantastycznego, bez ładowania się na bryczki, ale z wesołym transportem – więc jestem za! Planujemy długi sierpniowy weekend w Bystrej! Do zobaczenia!