NIE! dla behawioralnych obrzydliwców. O!

Już kiedyś pisałam, że nasze środowisko nie jest jakieś nadzwyczajne – chociaż niektórzy chcą tak myśleć. W Turcji np. tango jest pasją elitarną. U nas nie, więc mamy cały przekrój społeczny. Dobrze to czy źle – nie będę oceniać. Ten wpis poświęcam pewnemu zjawisku (na szczęście nie nagminnemu), na które w naszym tangowym środowisku NIE daję zgody.

Postać.

Mamy w Warszawie taką postać, która pojawia się na publicznych eventach, gdzie wstęp jest za darmo (na część komercyjnych – tangowych i salsowych – ma zakaz wstępu). Wybiera z publiczności młodą (zawsze i tylko) dziewczynę, która nie umie tańczyć, i maltretuje ją na parkiecie. Udaje, że ją uczy. Macha nią we wszystkie strony, stanowiąc zagrożenie zarówno dla niej (naraża ją na kontuję i uraz), jak i dla otoczenia. Do tego postać ta nie jest nigdy dobrze ubrana (widziałam białe skarpety do sandałów i podkoszulkę bez rękawów), a braku urody oceniać nie będę, bo nie to jest problemem.

Problem: jak na to patrzę, tyłek mi się zaciska, jakbym miała w dupie zęby.

Wszystko mnie boli. Widziałam popisy postaci na różnych tangowych imprezach. Byłam zdziwiona, że organizatorzy tę masakrę tolerują. Z przerażeniem konstatuję, że nasza zachowawczość i bierność góruje nad zdrowym rozsądkiem. „Nie moja sprawa”. „Skoro jej się podoba, to nie ma problemu”. Na nie mojej imprezie nie odważyłam się interweniować, chociaż patrząc na te tortury, każda komórka mojego ciała wyrażała sprzeciw.

Pamiętam siebie z własnych początków.

Kiedy byłam zachwycona, że jakiś „super tańczący” zechciał mnie instruować. Im bardziej machał moimi nogami, tym bardziej mi się podobało. A jak mnie tak wziął i wygiął… A potem przegiął… I moje nogi chciał sobie założyć na szyję… O mamma mia, jaka byłam zachwycona! Że ja tak „pięknie umiem”! To, że taki pseudo maestro chciał mnie zwyczajnie poobmacywać wychodziło potem, kiedy nie zgadzałam się na coraz śmielsze ruchy i ocieractwo.

Nie chcesz się umówić? To pa.

Wielu ówcześnie „zaawansowanych” – w moich oczach – „tancerzy” przestało mną machać i nigdy więcej nie mieli ze mną okoliczności, kiedy wyraźnie postawiłam granicę cielesną i nie chciałam się umówić poza tangiem. Przypadek tej niecnej postaci jest właśnie taki: poluje na dziewczyny, które by chciały tańczyć tango, daje im złudzenie, że ona, ta postać, umie, a że dziewczyny też tańczą i umieją (!). No i uprawia ocieractwo. Kobiety to dziwna rasa… Dają się nabrać na pawie pióra, zamiast sprawdzić konkret…

Osoby nie umiejące tańczyć nie zdają sobie sprawy z zagrożenia.

Dziewczyny nie wiedzą, że narażają się na uraz, że wdrukowują w swoje ciało złą jakość ruchu, że gibnięta za bardzo może doznać urazu kręgosłupa lub stopy. I takie postacie na tym żerują. Czują… jak hiena padlinę… Dopaść, rozszarpać, zeżreć i … szukać kolejnej ofiary.

NIE ma mojej zgody na takie zachowanie!

Jestem zbyt doświadczona – w końcu tańczę (intensywnie) od prawie dziewięciu lat, aby jako organizatorka przejść do porządku dziennego nad uprawianym kaleczniactwem. NIE! Zwłaszcza, kiedy organizuję milongę. Nie będę tolerowała „udzielania lekcji”. Kiedy zwróciłam tejże postaci uwagę, że na milondze nie robi się takich rzeczy, postać zrobiła awanturę, że ją – tę postać – dyskryminuję. Dziewczynę, którą wyginał w niemożebny do zdzierżenia sposób, tak zmanipulował, że uznała mnie za największą tangową sucz, która się czepia… I nie mogła zrozumieć, że akurat ona nic złego nie zrobiła… Bo jej się te wygibasy podobały…

BHP

Jeżeli nie umiesz tańczyć, a ktoś próbuje Ci wmówić, że po lekcji kroku podstawowego jest inaczej – uciekaj. Jeśli na milondze ktoś daje Ci swoją wizytówkę, że niby jest nauczycielem – wywal ją do kosza. Tango, jak język: żeby porozmawiać, trzeba go poznać. Bełkot to nie rozmowa! A i fizycznie możesz się uszkodzić.

Nie będę oceniać organizatorów, którzy nie reagują.

Może dojrzeją. Za to duży szacun dla tych, którzy podzielają moje zdanie i zareagowali, czyli zakazali wstępu. Bo postać jest niereformowalna. Po prostu. Więc niniejszym oświadczam, że jeśli przyjdzie na jakąkolwiek imprezę, w której maczam swoje palce – to albo się zreformuje (nie wierzę), albo postać zostanie wyproszona, zanim upoluje kolejną ofiarę.

(Bestia) Ania